Stany.blog - USA widziane z 360stopni przez 365dni!

Jeśli Ci się spodoba to, co tu znajdziesz, to... wiesz chyba, po co jest tu klawisz LIKE IT? Tweet it? Ewentualnie FUCK it?;)

Będzie to notka nie byle jaka, bo dowiecie się z niej, jak Syryjka w banku ucięła mi Ptaka…

Jak na zodiakalną wagę przystało, w Black Friday wahałem się na tyle długo nad tym, co chcę sobie kupić na Mikołaja, że albo wyczerpały się zapasy tych wszystkich dronów, albo drony odleciały w siną dal, albo smartfony powróciły do swoich codziennych cen (czyli np. mój przyszły Honor 8 na newegg.com zdrożał z 265$ do 399$). Tak, spontanicznie chciałem zakupić sobie właśnie tego Honorka, by mieć dwie karty sim w jednym telefonie i by cykać całkiem ładne samojebki mojemu lustru w łazience. Wpadam zatem na net by nabyć telefon online (na tej stronce póki co nie płacę 6% podatku TAX z racji, że jest to handel elektroniczny, podczas gdy kupując na Jet.com, Walmart.com czy BestBuy.com takowy podatek płacę). Wpadam na stronę internetową mojego banku i okazuje się, że mam na koncie tylko 256$, podczas gdy telefon kosztuje… 265$. Słownie DZIEWIĘĆ dolarów dzieliło mnie od szczęścia posiadania nowego telefonu.
Wpadam zatem dzień później po pracy do banku (tak, to ten wiele razy opisywany bank Huntington, gdzie pracują debile, którzy nie wiedzą, co znaczy słowo Free, NO Charge, NO Fee i którzy nie potrafią przepisać danych osobowych z prawa jazdy, itd.).

To była moja druga wizyta w tej placówce. Mnie się oczywiście zawsze pamięta, więc gdy pojawiłem się tam drugi raz, panna Idris już z daleka mnie przywołała, by znów mieć zaszczyt przeprowadzenia ze mną operacji bankowej.
– Dzień dobry, w czym mogę Ci dzisiaj pomóc? – zapytała Idris z nieamerykańskim akcentem. Oczywiście zapytała po angielsku, ja tu piszę tłumaczenie;)

Zawsze mam tak, że przysłuchując się obcokrajowcom, czy to w Polsce czy w USA, próbuję odgadnąć język, którym się posługują. Niemca, Francuza, Włocha, Hiszpana, rozpoznać łatwo. Podobnie Ruska. Ale już Ruska odróżnić od Ukraińca… Gorzej jest z językami bałkańskimi czy ze skandynawskimi, prawda? Więc z takim właśnie trudem nie mogłem rozpoznać akcentu pani Idris.

- Chciałbym wpłacić 500 dolarów (słownie: PIĘĆSET USD) na moje konto – odpowiedziałem bez akcentu. Ja mówię tak niewyraźnie w każdym języku, że trudno zrozumieć cokolwiek, więc co dopiero doszukać się akcentu.

Idris wzięła moje prawo jazdy i dalej już mówiła do mnie po imieniu. Jak się dziś czujesz, Danielle? Nie chcesz założyć sobie karty kredytowej, Danielle? Itd. I właśnie słysząc wymowę mojego imienia w jej ustach zrozumiałem, dlaczego tu na Daniela mówi [Deniol]. Po prostu wymowa [Daniel] zarezerwowana jest dla kobiet o imieniu Danielle. I tym oto sposobem, miła, uśmiechnięta, bezburkowa Syryjka, której akcentu nie rozpoznałem, uczyniła mnie Danielą;)
– No daj się namówić na kartę kredytową, Danielle – nagabywała mnie Idris. Jeśli wydasz nią przez dwa tygodnie 500$, dajemy Ci 100$ gratis. Będzie na świąteczne prezenty jak znalazł. No… chcesz prawda? – ciągnęła Idris…
– Nie chcę! Jak widzisz, mam zawsze pieniądze na koncie, więc nie potrzebuję karty kredytowej. Wiem, że macie plany do wykonania i każdego namawiasz, ale mi jest ona niepotrzebna. Poza tym, zawsze są tam jakieś opłaty, a ja nie lubię płacić za coś, co jest mi zbędne – walczyłem z wpychającą mi kartę panną Idris
– Nie, nie ma żadnych opłat. Wyglądasz na rozsądnego człowieka, więc jeśli tylko będziesz na czas regulował wystawiane przez bank rachunki za płatności, to karta nic Cię nie kosztuje. I 100$ … za darmo…

No i namówiła mnie wredna baba do wyrobienia sobie karty. Ja, bez stałych dochodów, bez stałych wpływów na konto, bez pensji, bez umowy o pracę, bez zaświadczenia o pracodawcy o zarobkach, z zaledwie 256 $ na koncie, dostanę w ameryańskim banku kartę kredytową. Ale jak to u mnie bywa, nie może być za łatwo. Dwie panie z banku (tuż obok Syryjki była murzynka, która kiedyś nie wiedziała co znaczy termin „FREE”, i „No Charge” i „No Fee”) zatrzymały się na tym puncie wniosku w którym wpisuje się dokument z którego wyczytały moją tożsamość. Konto, lata temu założyłem sobie na… polski paszport. A co! Pewnie było tam wpisane jeszcze amerykańskie prawo jazdy, ale że te odnawia się co 4lata, to już tamto wpisane do ich bazy straciło swoją ważność. Tak samo swą ważność stracił mój polski paszport. Panie zapytały mnie, czy wyrobiłem sobie nowy, czy może pamiętam, do kiedy jest on ważny i… przepisały dawny numer jako nowy. Są pewne na 200%, że mój nowy polski paszport ma taki sam numer, jak stary! Były gotowe się o to założyć…! To już powinno dać mi do myślenia, że u tych dwóch idiotek lepiej nie zakładać sobie niczego, prócz ręki na rękę, czy nogi na nogę, czy kurtki na plecy… Ale brnąłem dalej…

- Gdzie pracujesz? Ile miesięcznie zarabiasz? Mieszkasz we własnym domu czy wynajmujesz? Ile wynoszą Twoje miesięczne wydatki na utrzymanie domu? – zapytała Idris, Iris czy jak jej tam…

Gdy powiedziałem, ile mniej więcej miesięcznie zarabiam, i system przemnożył jej to przez 12 miesięcy, zrobiła się całkiem poważna sumka! Od razu kazałem jej jednak wpisać tę mniejszą kwotę (bo podałem, że zarabiam pomiędzy XXXX a YYYY), by… no by. Przecież w USA jestem zaledwie przez połowę roku w roku, więc takiej kwoty to ja na oczy nie widzę nigdy. No ale klik już poszedł i czekam teraz na nieprzyznanie mi karty kredytowej albo na przyznanie mi „prywatnego doradcy finansowego” z amerykańskiego systemu fiskalnego… ;)

- A gdzie spędzasz drugie pół roku? – zapytała ciekawska Idis, Iris, czy może wręcz ISIS?!
– W Polsce, jestem z Polski. A Ty?
– A ja z Syrii… – odpowiedziała o wiele za późno panna Idris. Gdybym to wiedział wcześniej, to nie założyłbym u niej nawet kefiji na moją szlachetną, włoską według jej mniemania głowę, a co dopiero karty kredytowej!
– Myślałam, że jesteś Włochem – kontynuowała swoje zaczepki Idris, ale Danielek (tzn. Daniella) była dzielna i nie dawała się wciągnąć w damsko – damskie rozgrywki.

Był wtorkowy wieczór. Wróciłem do domu, wpadłem na newegg i… i niestety niespodzianka! Dzień wcześniej, w poniedziałek na owej stronie mój Honor jeszcze widniał za 265$ z uwagą, że promocyjna cena trwa jeszcze dwa dni (słownie: DWA dni), a tu już we wtorkowy wieczór cena wróciła do normy (399$). Wrr, brr i GRR!

Ale o wiele większe GRR, i WRR zrobiłem, gdy w sobotnie popołudnie zerknąłem na bilans mojego konta w banku i nie wpłynęło nań owe 500$, które wpłacałem kilka dni wcześniej u Idris! To nie miało prawa mieć miejsca, gdyż pieniądze tak wpłacane, księgują się natychmiast! Zazwyczaj nie biorę wyciągu z dowodem wpłaty, albo wyrzucam go tuż po powrocie do domu, ale tym razem go zachowałem. Patrzę o oczom nie wierzę.

Idris (której imię powinno się chyba pisać jako IDrisk), która miała przed sobą mój amerykański dowód osobisty (tzn. prawo jazdy), która z niego wstukała moje dane osobowe, która mnie jeszcze pytała, czy mój adres, który jej się wyświetla z komputera jest aktualny, wpłaciła jakimś cudem moje 500$ na zupełnie inne konto! Na wydruku z potwierdzeniem wpłaty nie ma żadnych danych osobowych, tylko są cztery ostatnie cyfry numeru konta (których nie mamy obowiązku pamiętać) i jest stan konta przed zasileniem (mój wynosił 256$, a ten z wydruku wynosił 78$). Czyli wpłata poszła NIE NA MOJE KONTO!

Pół doby stresu, czy uda mi się to jakoś odręcić i w niedzielny poranek gonię do tegoż banku (ma siedzibę w markecie, więc działa nawet w niedzielę). Obsługuje mnie Amerykanin Jason. Tłumaczę, co zaszło, pytam, jak mogło do tego dojść i on też nie miał pojęcia. Jakimś cudem odczytał z mojego wydruku cały nr konta, na które poszły moje pieniądze. Ustalił numer telefonu mylnie obdarowanej moimi pieniędzmi osoby i w niedzielne południe zadzwonił do jakiejś tam Amanda, czy kilka dni temu nie dostała niespodziewanie 500$ na konto?

No pewnie, że dostała. A, że nie widziała od kogo, to przelała je sobie na konto oszczędnościowe. A więc pyta Jason, czy z racji tego, że zostały one przelane przez pomyłkę, to czy może je cofnąć z powrotem na właściwe konto? No nie ma sprawy, zabieraj, odlewaj, przelewaj, cofaj, skoro jakaś cofnięta w rozwoju Idris popierdoliła sprawę. Jason oczywiście nie wie, jak to zrobić, więc obdzwania w niedzielę połowę ludzi z centrali, by jakoś to odkręcić. Dostaję informację, że może to potrwać 5 dni roboczych.

- Jakie rampampam pięć dni roboczych?! – wkurza się Daniella. Ja chcę moje pieniądze jak najszybciej! I tak straciłem przez Was blackfridayowy Deal, tracąc 134$ na telefonie – piekli się Daniella.
Jason znów dzwoni, kolejna szefowa pozwala mu udzielić mi jakiegoś kredytu na 500$, który wejdzie na moje konto już jutro. Sorry, very sorry, holly glory.

Czy trzeba Wam więcej dowodów, że w Ameryce pracują DEBILE? Dzień wcześniej rozmawialiśmy w pracy o tym, że jeszcze nie spotkaliśmy żadnego Araba, który by pracował SUMIENNIE, dokładnie, z głową. Jeśli coś ma zrobić, to robi to na ODPIERDOL! Zawsze! By mieć więcej czasu na swoją habibi, na swoją kozę, czy na swoje rampampamy! Wystarczy pojechać do dowolnego kraju arabskiego, zagościć w dowolnym hotelu dowolnej klasy, by stwierdzić, że wszystko jest odpierdolone jak przez pijanego polskiego majstra w poniedziałkowy poranek. No może w Dubaju i ZEA wszystko jest cacy, bo inaczej szejk upierdoli im nie tyle wypłatę, co głowę, ale w reszcie świata, arabowie robią wszystko na odpierdol! (ty się niewierny ode mnie!). I tak też Idris zasiliła „moje” konto.

Gdy już wszystko się wyjaśni i wyreguluje, gdy już wpłyną pieniądze od Amandy, spróbuję wystąpić o jakieś zadośćuczynienie, co?
A żeby nie było, że debile są tylko w USA, przytoczę Wam dzisiejszy przypadek z moich ogłoszeń na OLX. Jest to jeden z kilkunastu, który miał miejsce z moimi ogłoszeniami na tymże portalu.

Ale o tym dopiero jutro…

1. Wkrótce opublikuję tu swoją kartę (gdy mi ją wydadzą). Zrobicie nią zakupy na te 500$, bo ja nie mam pomysłu, co sobie kupić. Wówczas dadzą mi 100$ „w gratisie”;)

 

W ciągu ośmioletniej mojej kariery w USA, załapałem się chyba na drugie lub trzecie Thanksgiving w Stanach. W odróżnieniu od Bożego Narodzenia (ichnie X-mas), od Wielkanocy (ichnie Easter), tego typu stricte amerykańskie święta należy spędzać tylko i wyłącznie w gronie Amerykanów. Tak więc będąc w zgodzie z tą zasadą, spędziłem owe Święto u zaprzyjaźnionej od lat amerykańskiej rodziny z Canton, MI. I mimo tego, że mam świadomość faktu, jakże prawdziwym jest przysłowie, że kto ma jednego przyjaciela, jest szczęśliwcem, a kto ma ich wielu, jest głupcem… (nawet Google nie potrafi obecnie odnaleźć autora tych słów), to wiem, że ową amerykańską rodzinę spokojnie mogę uznać za naprawdę szczerze zaprzyjaźnioną (w amerykańskich kryteriach znaczenia tych słów).

Imprezka zaczęła się o 16:00. Dzień ów, jak większość dni w USA, jest oczywiście dniem… pracującym. Pracują sklepy (oj, te to pracują tego dnia NA MAXA, na 200-300% normy, gdyż Black Friday zaczyna się w niektórych z nich już o północy w czwartek, czli w dzień dziękczynienia właśnie). Na ulicach tłok, ale nie taki zwykły, codzienny, powrotny z pracy do domu, a tłok świąteczny, jaki panuje u nas przed Świętem Zmarłych czy przed Bożym Narodzeniem. Auta pędzą, wszyscy głodni, po zjedzonym o poranku śniadaniu (moje składało się tego dnia z obowiązkowej, porannej kawy i 4 mrożonych gofrów odgrzanych w tosterze).

Zajechałem do Canton, MI punktualnie na 16:00. 10-12kg indyk właśnie dogorywał w piekarniku, elektryczny nóż plastrował jego powłoki w nierówne plasterki. Na stole, na którym znajdowały się papierowe talerze i plastikowe sztućce można było poczuć smród dwóch najochydniejszych amerykańskich potraw. Stuffingu i zielonej, duszonej fasolki. Stuffing to wg. naszych norm – nadzienie. To coś, co wpycha się w dupę pieczonej kaczce, pieczonej kurze, pieczonemu indykowi i czego normalny człowiek nie zje, bo owo coś służy jedynie do nadania smaku, do nadania soczystości raczej suchemu mięsu drobiowemu. U nich, ów stuffing to jakaś taka jakby bułka, którą nasze potrafiące jeszcze gotować babcie czy mamy dodają do kotletów mielonych, by te nie były tak mięsiste. Potraficie sobie wyobrazić smak starej wyschniętej bułki namoczonej w wodzie, i powtórnie upieczonej w dupie indyka? Nie? No to GRATULUJĘ, nic nie tracicie! Stuffing wprawdzie piecze się na osobnej blaszce, a nie w odbycie indyka, ale smakuje tak, jakby z tego odbytu właśnie wyszedł, jeszcze za życia indyka.

Wyściółka, nadzienie, farsz, wepchnąć, zapchać, nadziać, faszerować, upchnąć – tak mniej więcej ów stuffing tłumaczy słownik angielsko – polski. Dlatego… unikajcie tego czegoś, udając, że macie zatwardzenie, sraczkę, opryszczkę, rzeżączkę albo rzeżuchę, inaczej, idzie zwymiotować na ten ich specjał. Kolejne danie prowadzące wprost nad muszę klozetową w celu oddania go z powrotem stroną wejścia, a nie wyjścia, to obowiązkowa tego dnia, puszkowana jak gangsterzy z Wołomina lub Pruszkowa, zielona fasolka, duszona w gotowej zupie grzybowej Campbell posypana suszoną cebulą… będzie idealnie pasować do Stuffingu. OBRZYDLISTWO! Bleech. 3 dniowe wymiociny menela to przy tych ich dwóch „specjałach” – czterogwiazdkowe danie z restauracji szefa kuchni Michelin…

A zatem, pożywiony jedynie indykiem z ziemniaczanym pure z torebki, przypomniałem sobie ową niewidzianą od 3-4lat amerykańską rodzinę. Poznane pół dekady temu 9-latki z owej rodziny stały się już 14latkami, które spokojnie można wziąć za 18latki. Biedny Ty Polański, oj biedny… Nieobecne jeszcze wówczas córki i synowie, dziś mają po 2-3-4lata… Rodzina liczy dwie siostry (w wieku około 60lat). Jedna z nich ma jedynie syna (o rok młodszego ode mnie, który dorobił się już dwóch córek). Druga z nich ma dwie córki i dwóch synów. Owe córki mają już odpowiednio po troje dzieci, a synowie po dwoje „latorośli”. Córki pozamykały już „warsztaty” (tu normalnym jest mówić sobie, nawet w gronie osób niespokrewnionych, że podwiązało się sobie jajowody, przycięło nasieniowody, że ma się raka trzustki, raka dwunastnicy, raka jądra czy odbytu), a synowie jeszcze pewnie coś domajstrują. Średnio 2,5 dzieciaka na rodzinę i to nawet bez programu 500+…

Czym żyliśmy podczas tych ich Świąt? Nie… nie wyborami Trump vs. Hilaria. Nie, nie kryzysem lub jego zakończeniem. Nie, nie KODem, Petru, Kijowskim, walczącymi o zagarniętą przez Trumpa „demokrację”. Żyliśmy napadem na sklep, w którym pracuje jedna z młodszych przedstawicielek rodu, 18letnia Bailey. Dzień przed Thanksgiving, do jej sklepu w miarę bezpiecznym Westland, MI wtargnął zamaskowany napastnik i był tak bezczelny, że mimo 4 osób personelu sklepu i 6 klientów, dokonał napadu! Zastraszył ich wszystkich bronią, kazał oddać portfele i uciekł, zgarnąwszy jeszcze 700$ gotówką z kasy. I 18letnia Bailey przeżywała to jeszcze tak bardzo, że cała rodzina przejęła od niej pałeczkę i był to główny temat rozmów. Bailey zwolniła się następnego dnia z pracy, gdyż szef zamiast jej współczuć, zaczął ją pytać, dlaczego nie starała się ukryć przed napastnikiem służbowej gotówki, itd. Dziewczyna obawia się teraz, do czego złodziej może wykorzystać jej skradzione dokumenty, a przede wszystkim jej kartę z numerem SSN. Ów amerykański SSN (czyli nasz Pesel) powinien być bardziej strzeżony, niż nasza karta płatnicza wraz z zapisanym na niej PINem razem wzięte.

Gdy tego samego wieczora, po napadzie, do Bailey przyszedł jej chłopak i zadzwonił do drzwi, przerażona ona i przerażeni rodzice, bojąc się, że to przyszedł ów napastnik, kazali chłopakowi wyrecytować przez zamknięte na cztery spusty drzwi, swoje dane osobowe, datę urodzenia, imiona rodziców, adres zamieszkania, itd., tak bali się, że to przyszedł ów złodziej.

Gdy już wszyscy z rodziny uspokoili ciągle przerażoną 18latkę, zaczęły się beztroskie rozmowy o niczym, o wakacjach, wyprawach ich łódkami na północ stanu Michigan, o wyprawach ich Harleyami w dowolnym kierunku, itd. Opowieści o tym, ile lat które z nich żyje w małżeństwie, ile lat chodziło ze sobą jako narzeczeni, itd. Pograliśmy w jakąś dziwną grę, która polega na popychaniu pionków po stole wysypanym jakąś mączką kukurydzianą (dla tego/-tej, który/-a właściwie nazwie tę grę – nagroda, kilo mączki i dwa pączki). Jako, że moja głowa mało nie eksplodowała od krzyków i pisków dwanaściorga dzieciaków tej familii + szczekań dwóch psów na dokładkę, po zaledwie czterech godzinach postanowiłem się ewakuować. Oczywiście jeszcze przed opuszczeniem gościnnego Canton, widziałem, jak każdy z nich losował imię innego członka rodziny, kóremu dokładnie za miesiąc podaruje prezenty z okazji Bożego Narodzenia. Lista prezentów była już ułożona, należało tylko ruszyć na BlackFridayowe łowy prezentów. Oczywiście ja i moja matka także dostaliśmy zaproszenie na tę imprezkę do nich, ale wolimy już nie narażać się na ich Stuffingi i fasolki, wystarczy nam nasz karp, bigos, barszcz z uszkami, babki, itd.:)

A co do Black Friday… Ameryka znów wystartowała do zakupów. Statystyczny amerykański mężczyzna wyda w tym roku 417$ na owe, czarnopiątkowe zakupy, a kobieta zaledwie 247$. Na takie rozróżnienie w wydawnictwie ma wpływ jedynie… zakup telewizorów, które to należą do męskiej specjalności. Ja sobie ów Black Friday zrobiłem już miesiąc wcześniej, kupując 4K TV za … 422$. Czyli jestem IDEALNIE statystycznym amerykańskim mężczyzną. A nawet o 5 dolarów ponad przeciętną! Bravo me! A jeśli nie liczy się zakup sprzed miesiąca, to obecnie waham się z zakupem Drona DJI 3 Standard (znów owe 422$, bo w Walmart po 391$ były tylko w gazetce), albo laptopa MSI za 1485$ (z 8 gigową kartą GTX1070), albo telefonu Honor 8 za 265$, albo Samsunga Galaxy S6 za tyle samo (265$).
Tak naprawdę mam już WSZYSTKO! Laptop posiadam doskonały, od 4lat służy mi i jest ciągle szybszy niż 90 % laptopów na rynku. Posiadana komórka Sony Xperia też dzielnie mi służy, a Drona póki co nie mam, a kupić go tylko po to, by raz przelecieć się nad osiedlem w USA i drugi raz nad moim osiedlem w Polsce… stupidos. Podobną prawidłowość (że Amerykanie także mają już wszystko) zauważyłem w Black Friday 2016. Skończyło się zabijanie się o telewizory, o konsole, o cokolwiek. Skończyły się kilkudniowe koczowania przed BestBuy, rozbijanie przed nimi namiotów, marznięcia w chłodzie i mrozie. Ktokolwiek w tym kraju ma MÓZG, ten wie, że ŻADEN „deal” z Black Friday nie jest warty poświęceń i że Danielek potrafi wszystko kupić i tak taniej w pozostałe 364 dni roku! Miesiąc temu kupiłem bez żadnej łaski i okazji TV, który dziś jest niby to wielką okazją na Black Friday tyle samo, ile ja dałem wówczas.

O 21:00, kilka godzin po indykowym przyjęciu u zaledwie 2-3godziny po wystartowaniu Black Fridayów, odwiedziłem Walmart (gdzie szukałem owego drona za 369$ + TAX), i Meijer (szukałem butów – dwóch par w cenie jednej), zauważyłem, że nikt się nie zabija za te kosole po czy dyski 2TB po 69$. Rynek jak widzę został napełniony, a owe zakupy są tylko tradycją, jak pasterka po naszej Wigilii… Ów Walmart był przy 12 mili i Van Dyke. Uderzyła mnie ilość ninjów w tymże sklepie. Halloween skończył się miesiąc temu, a tu naprawdę 1/3 klientów, to ninje. Nindżynie, bo faceci wyznający „tę sztuję walki” oczywiście poruszają się bez szat bojowych i bez maczety. I tak oto czarny piątek okazał się naprawdę czarny (bo ninje przebierają się na czarno).

Kto jest ciekaw okazji, jakie były do wzięcia w Black Friday 2016, zapraszam na stronki

https://www.blackfriday.fm/adscan/walmart


https://www.blackfriday.fm/adscan/best-buy


https://www.blackfriday.fm/adscan/target


https://www.blackfriday.fm/adscan/newegg 

       

1. Ścianka ze zdjęciami rodzinnymi zaprzyjaźnionej amerykańskiej rodziny. Oczywiście trudno zgromadzić ich wszystkich, więc nie ma dwóch odnóg jednej z rodzin… KATOLICY, żeby nie było zaraz, że… że u Abdula spędziłem Dziękczynienie ;)
2. Do wigilijnego stołu to im daleko, prawda? A mimo to, ten stół, indyk i podgrzewacz z fasolką i sfuffingiem wykarmił o 25 osób. 
3. A to ichnie pyszności słodkościowe. Ciasto z dyni, papka z truskawek (całkiem dobra), papka z winogron (całkiem dobra), ciasto lodowe, tort z plastiku. Nie przytyję na amerykańskich świętacj, oj nie… ;)
4. Co to jest za gra? Co to jest za stół? Nie chce mi się pytać Googla, bo zaraz zacznie mi podsyłać reklamy stołów do tego, albo mączki do posypywania toru;)
5. Barierki, zasieki, 2 radiowozy przy każdym z wejść do Walmart, ale chyba tym razem nie było oblężenia…
6. Chociaż dział gaci damskich wygląda, jakby tu kogoś zastrzelono… To chyba taki chwyt marketingowy, że pojawia się ta taśma, każdy zajrzy, co tu się dzieje, co było tak tanie, że się ludzie o to zabijali, później taśma znika i setki majtek także ;)

Dwa dni przed wyborami, Donald Trump zawitał do mojego amerykańskiego miasta. Był niedzielny wieczór, +12stC, a ja, pomimo tego, że zaczęła rozkładać mnie choroba, oczywiście postanowiłem pojechać te 5mil od mojego domu i zobaczyć dobrego Donka (w odróżnieniu od kanalii o tym samym imieniu, która za 300 tys. Eurosrebrników sprzedałaby nawet własną matkę i własnego dziadka z Wermachtu…).

Wystąpienie Trumpa w Sterling Heights było piątym tego dnia jego występem. Miał zjawić się u nas o 18:00 (sorry, o 6 PM), więc ja, jak na gwiazdę przystało, postanowiłem się na ów jego wiec spóźnić, dobrze wiedząc, że on, jeszcze większy Gwiazdor, lecący z jakiegoś innego stanu, spóźni się o wiele bardziej.

NO WAY! Gdy o 18:05 szukałem miejsca parkingowego (co zajęło mi z 15minut) już słyszałem jego słodki głos wydobywający się ze stadionu i odbijający się od wszystkich budynków wokół. Gdy przejeżdżałem z osiedla na osiedle, by gdzieś tam znaleźć jakąś lukę na auto, mało nie rozjechałem pary AfroAmerykanów. To kolejny taki przypadek, że oni specjalnie pakują Ci się za auto, byś cofając, potrącił ich. Wycofywałem, a oni akurat przechodzą tak, bym ich trafił. A trzeci na rowerze, by mi może na chama wjechać pod koła i udawać wielce poszkodowanego. Naprawdę! Widzieli, ile ludzi kręci się jak w obłędzie, by znaleźć jakieś wolne miejsce, na dworze już ciemno, oni ubrani na czarno… Na szczęście moje sokole oko dostrzegło ich na czas i nie załapali się darmozjady na „trafienie” białą Camry. Nie pożyjecie sobie dzięki mnie, ubezpieczeniowe sępy, wygodnie i dostatnio, jak rodzynki w cieście, jak śliwki w kompocie, jak śliwki w pazłotku po Śliwce Nałęczowskiej (ale durne słowo to pazłotko)!

Przede mną takiej samej przestrzeni dla swojego auta (czarnego Maserati Quattroporte za ok. 120tys. dolarów) szukała urocza, perska księżniczka. Pewnie przyjechała zobaczyć, posłuchać, czy za kilka dni lub tygodni, straci to swoje cudowne auteczko i będzie musiała wrócić piłować pazurki i malować na czarno swoje oczka w tej swojej biednej Syrii, Iraku, Arabii Saudyjskiej, itd.

Zaparkowałem swój pojazd szybciej, niż ona swój czarny rydwan z harpunem na grillu i zacząłem zmierzać ku Donusiowi. Idącego mnie samotnie chodnikiem na ów na wiec, zaczepiło dwóch jakby podpitych, podećpanych kolesi, mało tak z ryjów amerykańsko wyglądających. Dwie takie same bluzy, jakieś maleńkie logo na nich (po ciemku nie widziałem, czy KOD czy Nowoczesna…;). Zapytali, czy mam papierosa? A że nie miałem, to postanowili bez przeszkadzającej im w ryju fajki pokrzyczeć, że: „Jebać Trumpa, tylko Hillary!”. To pewnie jacyś CODowcy, którzy dostali już swoje dolarosrebrniki, wydoili kilka głębszych na odwagę, na rozgrzewkę i szli w paszczę lwa robić zadymę. Ale skoro Trump to według „polskich” mediów, kandydat rednecków mieszkających w przyczepach, to się nie odważyli, krzyknąć już nic więcej… Bo od Amerykańskiego rednecka raczej nikt nie chciałby dostać w ryj. Niezależnie, jak tępy jest to ryj…

Niestety, kolejka do wejścia na stadion, z którego przemawiał Donuś była tak długa, że po 20minutach stania w niej, poddałem się i zacząłem zwiedzać okolice, a przede wszystkim przysłuchiwać się rozmowom prawdziwych Amerykanów. Najciekawsza z nich, dotyczyła medycznej marihuany. Gdy pewna pani rozmawiała z kimś o tym, który z kandydatów jest gorszy (bo podobnie my jak w Polsce, w takich kryteriach wybierano tym razem prezydenta USA), ona powiedziała coś takiego. Szczerego, prawdziwego, czego NIGDY nie pokaże Wam amerykański TVN.

- Mnie nie obchodzi, które z nich jest gorsze. Ile tysięcy maili wysłała Hilaria, a ile miliardów podatków nie zapłacił Trump. Ja mam kuzynkę chorą na autyzm (katatonię, czy coś innego, co u w miarę zdrowego człowieka powoduje chwilowe wyłączenia świadomości). Lekarze przypisują jej leki, które kosztują 7tys. dolarów miesięcznie i nie działają! Większość kosztów pokrywa ubezpieczenie, ale ona ciągle ma napady. Gdy w „zalegalizowanym” stanie kupili jej leczniczą marihuanę i zaczęli ją stosować, ataki kompletnie ustąpiły! Owa kobieta chce tylko, by jadąc z kuzynką na wakacje, przejeżdżając przez „niezalegalizowane” stany, nie trafić do więzienia. Nic więcej jej w polityce nie obchodzi. I tak samo nie obchodzi większości Amerykanów, kto będzie nimi rządził, gdyż Ameryka jak żadne inne państwo świata, raczej nie utrudnia ludziom życia do tego stopnia, żeby wybór jednego czy drugiego przewracał ich świat do góry nogami.

Prawdziwe problemy Amerykanów są przyziemne, a nie te brednie, którymi karmią Was media – bezrobocie, brak ubezpieczenia zdrowotnego, itd. Tu pracy jest MNÓSTWO, bezrobocia po prostu NIE MA! Jego statystyki nabijają żyjący na socjalu… no już Wy dobrze wiecie, kto… Ubezpieczenie zdrowotne, pracujący w dobrej firmie ma w pakiecie, za darmo lub za 43$ miesięcznie (ja za tyle miałem). A kupując je sobie samemu, za 400-600$/miesięcznie, a polskie media, a komentatorzy na moim blogu robią z tego aferę, że 60% Amerykanów nie ma ubezpieczenia, że jedna choroba pozbawia ich dorobku życia, itd. BREDNIE do kwadratu, ciurkiem cytowane przez amerykańskie TVNy, byście tu nigdy nie przyjechali, gdy już zniosą Wam kiedyś wizy…

Przecież kto był biedny za Clintona, za Busha, za Obamy, dalej będzie biedny, niezależnie, czy będzie nimi rządził Trump czy Hilaria! Bieda to błędne koło, z którego trudno się wyrwać, i na pewno ktoś taki jak prezydent Cię z niego ani nie wyrwie, ani w takie koło nie wpędzi.

„Polskie” media, z Waszym ulubionym, amerykańskim TVNem na czele, przedstawią Wam kilka dni później, że na Trumpa głosowali głównie biedacy, klasa niższa, niewykształcona, często bezdomni, a co najwyżej mieszkańcy przyczep mieszkalnych. Ot np. taki biedny Eminem, który też mieszkał w takiej przyczepie… I jego matka robiąca „lody” za 20$ od „gałki” pewnie też zagłosowała na Trumpa, skoro Donuś za gałkę chciał jakiejś gwiazdce porno zapłacić 10tys. USD.

Zrozumcie proszę JEDNO!
Mówienie przez media, że jakiś kandydat jest wyborem idiotów, debili, chamów z podstawowym wykształceniem, prostych roboli, rednecków, dresiarzy, blokersów, mieszkańców trailersów, podczas gdy inny kandydat czy partia (Tusk, Petru, PO, Nowoczesna, Hilaria, itd), jest partią intelektualnej elity, noblistów, geniuszy, profesorów, doktorów, magistrów, mieszkańców Piątej Alei w Nowym Yorku, Old Woodward w Birmingham w Michigan, SkyTower we Wrocławiu, itd… jest PROGRAMOWANIEM WAS! Jest programowaniem MAS!

Przecież oczywistym jest, że każdy z Was uważa się za inteligentnego, PRAWDA? Baa… za najmądrzejszego! Tak więc zagłosujecie tak, jak wg. mediów, według amerykańskiego TVNu, według francuskiego Radia Zet, według niemieckiego RMF, CKMu, Cosmopolitana, Faktu, Forbesa, Newsweeka, Kozaczka, Naszej-Klasy, Interii, Onetu, i sorosowej Gazety Wyborczej na dokładkę… – zagłosujecie tak, jak według ich artykułów, ich statystyk zagłosują najmądrzejsi Polacy. Nawet jakby wskazali Wam, że najmądrzejsi nadwiślanie głosują w tych wyborach na Leppera, na Popka na Pudziana, albo Hankę Mostowiak. To jest właśnie NAJWIĘKSZY wpływ mediów na wybory… Nie jakieś tam przekupione sondaże, nie machlojki w kampaniach, nie zarzucanie Trumpowi, którego żony zawsze były modelkami, który „strugał” inne modelki jak Dżapetto – Pinokia, jak i kiedy chciał, że ów Donek zaprosił do hotelowego pokoju aktoreczkę porno, która chwilę temu za 800$ pozwoliła nagrać Woodmanowi, jak kilku facetów robi jej bukkake, podczas gdy z Trumpem nie poszła za 10tys. na krótki numerek. Stopień skurwiena amerykańskiego społeczeństwa na pieniądze jest NIESAMOWITY, więc co dopiero stopień skurwienia kur… aktorek porno, się znaczy. I taki ktoś na finiszu kampanii wyciągany jest jako „czarna klacz” kampanii, która chlipiąc swoimi zaspermionymi oczętami udaje, że Donek był taki seksistowski…

Powracając do programowania mas… Widzieliście, jak Pieńkowska mało nie umarła na wizji w TVNie, gdy musiała ogłosić tym biednym lemingom, że Trump wygrał? Programator im wysiadł i musiała sama coś mówić z główeczki… A może już się bała o swoją posadę, bo amerykański właściciel TVNu, gdy Trump go o to poprosi, wypierdoli ją z TVNu szybciej, niż Kurski – Lisów z TVP?

Kampania była brudna, jak Clint Eastwood po ostatnim odcinku serii filmów o Brudnym Harrym. Ale w całej tej kampanii tylko jeden człowiek był szczery. Szczerość to w polityce rzecz tak nieobecna od dekad, od wieków, że ludzie po prostu tak cholernie za nią zatęsknili, że wybrali tego chamskiego faceta z tupetem w źle dobranym tupeciku. I chwała im za to!

Hilaria w swoich spotach wyborczych nie potrafiła zaoferować NIC, prócz przytoczenia tego, jaki z Trumpa jest seksista, cham, rasista, wyśmiewacz kalek, itd. W ostatnie 2-3 dni rzygało się już tymi spotami, bo wyskakiwały z KAŻDEGO programu TV. I tak, jak oglądanie telewizji w USA to jest przerywanie reklam 5-6 minutami filmu (tak, 3-4 minuty reklam, 5-6 minut filmu) przez co 1,5godzinny film ogląda się tu przez minimum 3h. Na finiszu kampanii nie oglądało się już nic, jak tylko reklamy przerywane spotami wyborczymi. Jej spoty to tylko przekonywanie, że AFROAMERYKANIE powstrzymają Trumpa, że głosy LATYNOSÓW mają siłę, by pokonać Trumpa! A co Ty SAMA durna lampucero zrobisz, by go powstrzymać, by go pokonać? Potelepiesz go tymi swoimi krótkimi spięciami, jak policyjnym taserem?! Napuścić Murzynów, Latynosów, rozwścieczone kobiety na przeciwnika potrafi byle polityczny sęp! Ty nie pokazuj, jak ktoś jest zły, pokaż, jaka Ty jesteś dobra…  No i pokazałaś…

Miałaś miernoto za sobą wszystkie media. Prawie wszystkich celebrytów, gwiazdy sceny i kina, wszystkich komików robiących w swoich programach z Trumpa błazna, idiotę, a nawet marionetkę Putina. Miałaś za sobą wszystkie rekordzistki followersowe z Instagrama (Kim Kardasian i Lady Gagę), miałaś wszystkie praczki mózgów z telewizji śniadaniowych (z Ophra Winfrey na czele). Przez 1,5 wszyscy oni zaklinali wszystkimi możliwymi sposobami obywateli tego zdezorientowanego politycznie kraju, swoich followersów, swoich subskrybentów, swoich LIKErów, czarowali, robili społeczne i medialne voo-doo. W przeciwieństwie do Trumpa, znałaś wcześniej pytania, które miano Wam niespodziewanie zadać we wszystkich debatach prezydenckich. Eksperci pisali Ci odpowiedzi do nich, bo byś sama nic nie wydukała. Prowadzący te debaty odbierali głos Trumpowi, gdy tenże zaczynał zbyt mocno Cię miażdżyć swoimi pytaniami. Te Twoje brednie, że muzułmanie są dobrzy, a za przykład dobrego Muzułmanina dałaś… Mohammeda Ali!

Jakbyś idiotko nie wiedziała, Ali był duchowym przywódcą i finansowym wsparciem Black Muslims – zrzeszenia czarnych muzułmanów zabijających białych, niewiernych obywateli m.in. w Miami. Chwalił się światu, Ty żałosna obrończynio kobiet, że jest tak przystojny, że zasługuje na trzy kobiety każdej nocy! I tyle też ich miał. Że jest tak silny, że tylko Allah może go znokautować. Twierdził, że psy powinny się trzymać psów, wszy – wszy, a biali – białych, wrzucając nas, białych do jednego worka z psami i wszami. Wielokrotnie głosił, że kocha swojego duchowego mentora Elijaha Muhammada bardziej, niż swoją matkę, gdyż on jest muzułmaninem, a ona chrześcijanką! To przez niego, 85% amerykańskich muzułmanów to czarni! I Ty idiotko bierzesz go za pozytywny przykład muzułmanina?! Ciesz się, że Trump tak dobrze nie znał  biografii Alego, jak ja, bo znokautowałby Cię tam skuteczniej, niż znokautowałby Cię Cassius Clay nie tylko w latach swojej pięściarskiej świetności, ale i u schyłku swojego żywota, gdy przez ostatnie lata jego jedynym trenerem był Mr. Parkinson.

Od Trumpa dostawałaś gonga po gongu. Np. zadał Ci niewygodne pytanie, że tak bronisz praw poniżanych kobiet, a nigdy nie zainteresowałaś się losem mieszkanek Arabii Saudyjskiej (może dlatego, że dostałaś od tamtejszego Szejka 25milionów dolarów na kampanię…?) Itd., itp. Jesteś tak tępa, że „płynęłaś” w połowie napisanych Ci przez ekspertów odpowiedzi!
Baa… byście znów mogli wygrać, ponownie chcieliście sfałszować wybory (od dekad nie można w lokalach wyborczych robić sobie czy maszynie wyborczej zdjęć, bo trafia się za to do więzienia!). I przerżnęłaś wybory w stylu o wiele gorszym, niż dała się przerżnąć w gabinecie oralnym Monika Lewiński! NOKAUT!

A teraz, po przerżniętych wyborach, gdzie jest Pani Clinton? Gdzie jest bananożerca Obama? Co robicie, dlaczego milczycie, gdy bandy bandytów udając obrońców … „demokracji”, demolują kolejne miasta USA, Nowy York, Washington. Gdy Czarnuchy demolują jakieś miasto, bo chwilę wcześniej policja zastrzeliła jednego z czarnoskórych bandytów, to Obama od razu nawołuje do spokoju! A teraz jego czarne, murzyńskie usta milczą. Podobnie oralne wary Clinton, Sandersa i całej tej bandy lewackich podpalaczy swojego własnego kraju. Czekają na krew, na morze krwi. I oby była to krew ich własna, która zaleje ich samych, a nie osocze i czerwono-białe krwinki tych naiwniaków wytresowanych przez te lewackie media do służenia tylko jednemu Panu… Polityczne psy Pawłowa.

Powracając do niedzielnego wiecu w moim mieście… Tuż przed moim wyjściem na to wydarzenie, wrzuciłem notkę na FB, że zaraz gonię na spotkanie z Trumpem. Że jak nie będę pisał przez jakiś czas, to SService wzięli mnie za zamachowca (zawsze to właśnie JA wzbudzam największe zainteresowanie władz i ochrony). Ach ta moja „mieszana” „uroda”… I to moje podejrzane grzebanie w kieszeni w której miałem kamerę, a robiłem to tuż przed przejazdem Trumpobusu. Chwilę po wrzutce mojego postu na FB, skomentował to mój naczelny adwersarz w sprawach społeczno – politycznych, swoim koronnym tekstem „że mam zmienić dilera, i że mam poziom podobny do Trumpa”.

Darowałem sobie dalsze pyskówki, bo Trump już na mnie czekał, ale kilka dni później, pod jego postem o tym, że „Ameryka właśnie wybrała sobie nowego sołtysa, że Trump po ogłoszeniu wyników gadał pierdoły gorsze, niż Duda u nas, itd.” poszedłem już po bandzie. Jego zaprzyjaźnione hieny, które się na mnie wówczas rzuciły były tak liczne, że odgryzanie się im zajęło mi niemałą część wieczoru. Warowali nad każdą moją odpowiedzią jak psy, by jeszcze coś zaszczekać, ale Danielka się raczej nie zaszczeka…
Autorowi owego wpisu szykanującego mojego Donusia przybyły na odsiecz wszystkowiedzące hieny z Polski, z Niemiec, z Brukseli. Eksperci od Ameryki, od nastrojów społecznych w USA, itd. zaczęli kąsać tak tępymi kłami, jak Pieńkowska, pytająca na wizji, co teraz będzie z tymi biednymi kobietami, które Trump molestował? Co będzie z obrażanymi przez niego weteranami, żołnierzami, Latynosami, murzynami… – pytała idiotka, której pewnie zgasł teleprompter i musiała wydukać te głupoty sama z siebie. GÓWNO będzie, pani głupia cipo! Życie idzie dalej! Będziecie mieli co pokazywać w tej Waszej telewizyjce. Te garstki protestujących lewaków, przeciw demokratycznie wybranemu prezydentowi USA, głównie czarn%^ów i imigrantów, będziecie rozdmuchiwać do kolosalnych wielkości. Malutkie ich grupki będziecie filmować ze 100 stron, by wydawali się tak liczni, jak emerytki z KODu. Będziecie zaklinać rzeczywistość, płakać i tupać nóżkami. I tak przez kolejne 4lata.

Tak samo, jak przyatakowano mnie pod moim radosnym postem po wygranej Trumpa, tak samo moją matkę, gdy też się ucieszyła na swoim FB z wygranej Trumpa. Koleżanki z Polski, które nie były nigdy w USA, baa.. które nie były nigdy poza granicami Polski, zaczęły jej tłumaczyć, jak Elusia się bardzo myli, jaki to zły wybór dla Ameryki i świata. Jaka czeka nas teraz wojna światowa, jak wygoni on Elusię i Danielka z Ameryki, itd.
A najwięcej jak widzę mają do powiedzenia ci, którzy w Ameryce nigdy nie byli i nigdy nie będą. Tak zostaliście zaprogramowani właśnie, by zagrożeni tym, że ktoś wyłączy ów programator, kąsać, wychodzić na ulice, walczyć jak lwy salonowe czy internetowe trolle. Koleżanki, które zazwyczaj wklejają co najwyżej swoje dzieci, pogodę zza okna, nagle zajmują się analizą stosunków międzynarodowych, Ameryką, Trumpem, jakby mózgami zamieniły się ze Zbigniewem Brzezińskim czy nawet z Henrym Kissingerem!

Gdy włączyłem po raz kolejny polskie wiadomości (tzn. albo niemiecki RMF, albo francuską Zetkę) to znów pojawiły się te wyliczanki, kto jak głosował na Trumpa. Które stany na kogo, na kogo bogaci, na kogo biedni, mądrzy, głupi, legalni, nielegalni, ciapaci, smarkaci, Azjaci. BREDNIE, aż rzygać się chciało.

Pamiętam, 2tygodnie temu jak przejeżdżałem przez Birmingham (najbogatsze miasto w Michigan). Domy po milionie dolarów i więcej, lekarze, prawnicy, hokeiści z Red Wings, koszykarze z Pistonsów, itd. W USA wiele osób, które wcale nie są zaangażowane w politykę, nie są lokalnymi baronami PO czy PIS, czy czerwonymi baronami SLD, nie są nawet posłami z danych miast, radnymi, a po prostu lubią daną partię lub kandydata, wbijają przed swoim domem tabliczkę, że popierają Trumpa lub Hillary. Przejeżdżając przez owo Birmingham i omijając korki na remontowanej właśnie 15mili, przejechałem po kilku osiedlowych ulicach tych milionerów. W pamięć zapadły mi dwa domy, leżące tuż obok siebie, przy którym jeden właściciel popierał Trumpa, a drugi Hilarię. Zastanawiałem się, jak wyglądają ich relacje sąsiedzkie… I jestem pewien, że o wiele lepiej, niż Wasze.. niż nasze.

Gdy następnego dnia po wyborach zaczynaliśmy nową inwestycję, zadecydowaliśmy z kolegami, że gdy podjedziemy do klienta, a ten ma przed domem Hilarię, to SORRY, sam sobie jest winny i nie podejmujemy pracy! Osiedle domów po minimum 400tys. (zawsze sprawdzam wartość domu do którego jadę, by wiedzieć, z jakiej klasy biedakiem będę miał do czynienia), klasa średnia, dzień po wyborach… Przegrani pochowali już swoje Hilarie, a Trumpy dzielnie trwają do dziś przed ich domami. Nakręciłem dla Was film, byście sami zobaczyli, jak biedne są te domy, jak rozpadające się są to rudery, ile kół i na jak łysych oponach mają te ich przyczepy w których oni mieszkają, jak rozklekotane są te pickupy, którymi te rednecki jeżdżą. Ach ci biedni wyborcy Trumpa…

Tak, jak rozłożyły się głosy, prawie pół na pół, tak samo dokładnie wyglądał statystyczny wyborca. Na każdym osiedlu, od osiedla milionerów po osiedle socjalne, zliczylibyście tyle samo Trumpów i Clinton. TVN Wam powie, że Trump jest tylko dla biedaków? Przecież to Obama czyli Demokrata, poplecznik Clintonowej dał biedakom ubezpieczenie zdrowotne, które ona chciała utrzymać, a Trump znieść. To lewackie rządy Obamy dają zasiłki 1/3 Amerykanów (tak ponad 100 milionom ludzi!), podczas gdy Trump nie chce im dawać kasy za nic, chce im dać pracę! Tysiące biednych nierobów zrobiłoby wszystko, by zostało tak, jak jest – leżeć sobie cały dzień na „porczu”, brać zasiłki na utrzymanie domu, na ogrzewanie, na żarcie, na dzieciaki, a tu ten debil Trump wybuduje im jakąś fabrykę i zamiast dostawać 600-800$ za nic, będą musieli pracować za kilka razy więcej…  TVN Wam powie, że na Clinton głosowała BOGATA California, a ja Wam powiem, że odsetek Latynosów w Kalifornii jest najwyższy w całych Stanach (to ponad 40% społeczności!) , więc to oni głosowali. W Kalifornii jest akurat moja jarmułkowa „babcia” i ona by za Trumpa oddała swoje 94letnie życie (milionerka, Żydówka, świetnie wykształcona w kilku dziedzinach). A zatem… prawda cyfr i prawda „ekranu” NIJAK się mają do prawdy prawdziwej…

No to Byem Bye Selenko i Biberku.! ;)

 



1. Tego typu spotami katowano widzów przez ostatnie tygodnie kampanii. W TV miały one wiele odsłon, pokazywano „warzywka”, które nie chcą prezydenta wyśmiewającego się z ich ułomności, weteranów którzy nie o taką Amerykę walczyli, itd. I tak 200-300x dziennie, aż do zarzygania!
2. Biedne osiedle przyczep mieszkalnych, z których wywodzą się wyborcy Trumpa. Rozpadające się rudery, rednecki, chamy bez wykształcenia, rozgruchotane pickupy przed domami, bezdomni biegający po ulicach – tak wg. TVNu wygląda wyborca Trumpa. Tabliczki z poparciem dla niego widać na 45 sekundzie, w 1min 36sek, w 1min 45sek, 2min 25sek i w 3min 10sek filmu. Film bez cięć, by nikt mi nie zarzucił, że powycinałem domy Hilarii!;)
Nie wiem, dlaczego ten film jako jedyny z umieszczonych przeze mnie „pierdzi”? Pewnie jest niewygodny dla lewackiego, tęczowego Youtube…?

Oby teraz nie zeszła na sukę, i to głupszą, niż to przewidują wszystkie ustawy Kongresu razem wzięte!

Ktoś pytał mnie, jak Amerykanie reagują na te wybory… Zawsze się wydaje, że to są najgorsze wybory, jakie mieli do tej pory, a później wychodzi na to, że za kolejne 4 lata jest jeszcze gorzej. 8lat temu był wybór między potomkiem parobka z pola bawełny, a McCainem…

Wygrał dobrze wytresowany politycznie Afroamerykanin, gdyż był przyklejony do o wiele lepszego od siebie viceprezydenta Bidena. Jakie miał sukcesy Obama w ciągu tych dwóch kadencji, lepiej nie mówić… Nie pisać. OK, doczekał się mojego nieszczerego listu, na który równie enigmatycznie odpowiedziała jego sekretarka i tyle jego sukcesów. Jako pokojowy noblista, za jego kadencji wybuchło więcej wojen, niż za kilku jego poprzedników razem wziętych. O jego politycznym miernactwie świadczyła chociażby chęć siłowego obalenia prezydenta Syrii – Asada. I inne takie kurwa rzesz trzecia mać pomysły.

Czy i jak Amerykanie przeżywają te wybory…? A no przeżywają. STRASZNIE! Moja ulubiona żydowska babcia jest Trampkarką. Jej córka jest Clintonówką. Babka mimo prawie 90lat na karku, jest tak świeża na umyśle, że wyrzekłaby się własnej córki, oby tylko Trump mógł wygrać. To dowodzi faktu, że podziały się w tym przypadku zarysowały naprawdę duże. Ja jestem z oczywistych względów także Trampkarzem. Moj lewacki były kolega z Anglii straszył mnie, że jak Trump wygra, to wywali mnie z USA, skoro ciągle nie dorobiłem się amerykańskiego obywatelstwa. To samo pierdolenie usłyszałem dziś od innego mojego znajomego z Polski, gdy tenże dowiedział się z mojego Facebooka, że właśnie śmigam na wiec Donalda Trumpa, który dobę przed zakończeniem kampanii przybył do mojego miasta.
Dareczku i Roberciku, Trump mnie nie wywali, chociażby z tego względu, że płacę w tym kraju podatki wyższe, niż sam Donek;)

Tak jak Trump głosił w jednej ze swoich przemów, jego przeciwnicy mają wszystkie media za sobą, przez wieki zasiadają na stołkach politycznych USA i reszty krajów świata, mają nieograniczony kapitał na kampanię wyborczą i na pranie mózgów, więc… więc widzieliście chyba, jak sprali mózg tej biednej Clinton? Zostały w nim już tylko szyszki i piasek i ten tajemniczy implant, który raz na jakiś czas dostaje zwarcia i robi ona te swoje kretyńskie miny, gesty, itd. I taki ktoś ma zostać prezydentem? Dostać na nocną szafkę walizkę z kodami atomowymi?

Kampania jaka była, każdy widział, nawet w Polsce. Trumpa jedyne, za co można winić, to za szczerość. Bo to dzisiaj, szczególnie w politycznych mordach – rzecz bardzo rzadka, wręcz nieobecna. A on mówi, co myśli i dobrze mu i mi z tym. Nienawidzi imigrantów, bo nienawidzi ich większość społeczeństwa KAŻDEGO kraju świata! My nie lubimy Ruskich, Ukraińców, Czeczenów, Żydów, itd. Niemcy, Francuzi, Włosi, Litwini, Ukraińcy, Rosjanie nienawidzą nas (i to wcale nie za naszą niechęć do przyjmowania „uchodźców”, za Karakale, za Fiata 126p, za Wilno, za UPA, za zdobycie Moskwy – jako jedyni najeźdźcy w ich historii). Nie ma żadnego kraju, który lubiłby szarosięgoszczących przedstawicieli innego narodu. Najbardziej wszystkich nienawidzą… Japończycy. Są takimi ksenofobami, że gdyby nie ich wrodzony spokój i kultura, wyżynaliby nas swoimi samurajskimi mieczami już na lotniskach, tuż po naszym wylądowaniu w ich Tokio czy Hokkaido.

A zatem, Trump tylko… mówi prawdę. Skoro jakaś baba wygląda i żre jak świnia, to nie nazywa jej lwem salonowym, który zna zasady stołowego Savoir-vivre. A właśnie to, w spotach wyborczych Clintonowej jest mu zarzucane, że brzydko mówi o jakiejś pani, że jest seksistą, że nabija się z amerykańskich generałów, gdyż lepiej od nich zna ISIS, i że impulsywnie wykrzykuje, że czegoś tam nie pamięta. HIPOKRYZJA Clinton i jej sztabu sięgnęła zenitu. Ta zaimplantowana piczka, która impulsywnie robi z siebie idiotkę, przy której Ewa Kopacz na czerwonym dywanie w Berlinie to nie tyle lew salonowy, co nawet wersalski tygrys, zarzuca innym, że mają impulsywne zachowania?

W uczciwych wyborach Trump wygrałby w przedbiegach. Kraj złożony głównie z imigrantów wybrałby antyimigranckiego przywódce – to jest właśnie demokracja. I to jest dowód na to, co złego dzieje się obecnie na świecie. Pierdolony najazd na Europę bandytów pewnej orientacji religijnej… Niestety, przez te wszystkie cuda nad urną, pewnie wygra o mały promil Clintonowa. Wówczas pozostanie mi czekać na wizytę „smutnych panów w czerni” i wypad na kubańską wycieczkę do Guantanamo.

A co do żywej reakcji Amerykanów na wybory. Byłem dziś w Microcenter. To taki sklep dla maniaków komputerowych. To jedno z tych miejsc w Michigan, gdzie spotkasz najmądrzejszych ludzi tego stanu. Komputerowców, matematyków, informatyków, itd. Wielu z nas ma tych wszystkich geeków (maniaków komputerowych) za… geeków (palantów, dziwaków, nudziarzy). Ale właśnie dziś w owym Microcenter przysłuchałem się ciekawej rozmowie pracowników tego sklepu. Rozmawiał Geek (biały, ok 40latek, z kompetencji informatycznych pewnie nie mniej obeznany niż Bill Gates), z dwoma minigeekami (czarnym i żółtym). Mówił im, że głosuje na Trumpa, gdyż jego kuzyn, po powrocie z Syrii (chyba był zaangażowany w wydarzenia z Bengazi) mówił wszystkim, co tam się stało i jak naprawdę wygląda wojna. Stał się przez swoją szczerość osobą, której nigdzie się nie zatrudnia. On i jego rodzina za rządów Obamy, czyli Demokratów, więc i pani Clinton (która miała głęboko w swojej menopauzalnej piździe bezpieczeństwo amerykańskich placówek dyplomatycznych) jest społeczną czarną owcą. I właśnie dlatego, że Clintonowa nie ma poszanowania dla niczego, dla amerykańskich wartości, dla patriotów, dla żołnierzy, weteranów, dla nikogo, tenże zagłosuje na Trumpa.

Wróciłem do domu i ujrzałem w newsach, że za 2 godziny Trump będzie zaledwie pięć kilometrów ode mnie. Specjalnie dla Was, mimo rozkładającej mnie choroby pogoniłem na spotkanie z nim. Mając nadzieję, że Donald jak wszystkie gwiazdy, spóźni się trochę, zajechałem zaledwie 10mint przed zaplanowanym na 18:00 spotkaniem.. A tenże już przemawiał. Słychać Go było i entuzjazm na Jego słowa już z kilometra. Szczery, prawdziwy, pełny nadziei entuzjazm kilku tysięcy ludzi. Stanąć samochodem było tak ciężko, że do 1-szego wolnego miejsca parkingowego miałem dalej, niż do domu.. Tuż przede mną szukała wolnego miejsca pewna arabska księżniczka w swoim Maserati. Pewnie chciała usłyszeć, czy gdy Trump wygra, to odbierze jej to piękne auto i wygoni z powrotem do Syrii, Iraku, Iranu, Kuwejtu, Arabii, czy skądże ona była..

W drodze na spotkanie, nagabnęło mnie dwóch kolesi. Pytali, czy mam albo czy chcę papierosa. Nie miałem/nie chciałem, więc zapytali mnie w jakimś obcym języku, czy chcę coś, sroś czy owoś. Wyglądali na dwóch arabów, którzy szli na owe spotkanie dla zadymy. Nie tyle burd słownych czy wiecowych czy racowych, a po prostu by być i szerzyć jakiś zamęt. Ot taki KOD na pogrzebie Inki… Niestety, chętnych na spotkanie z Trumpem było tylu, że w kolejce musiałbym przestać całą jego przemowę. Wsłuchiwałem się zatem nie tyle w jego słowa, a w rozmowy ludzi wokół mnie…

- Nie jest ważne, kto jest lepszy, O wiele ważniejsze jest to, kto jest dla nas GORSZY – rozmawiali przybyli na ten wiec Amerykanie. Przypomina Wam to coś?
– Jestem za legalizacją medycznej marihuany. Moja kuzynka zażywała leki za 7tys. dolarów rocznie i niewiele jej pomagały. Od kiedy bierze leczniczą marihuanę, jej ataki zanikły, ale nie może nigdzie wyjechać, gdyś jak pojedzie np. na wakacje do stanu, gdzie owa marihuana jest zakazana, to łamie prawo. Nie wspominając już o Kanadzie (do Kanady mamy z Michigan 20-30km, i wiele ludzi wpada tam po tani alkohol).

Stojąc 100-200metrów od stadionu na którym przemawiał Trump, i tak każdy włączył w swoim telefonie jego przemowę, by lepiej słyszeć. Globalizacja… Ot i tak skończył się jeden z przedostatnich wieców wyborczych Trumpa. Około 100 samochodów i motorów policji dbało o jego bezpieczeństwo, pokazało obywatelom łażącym po drodze jak święte krowy, że są od chronienia nas tu, a nie wystawiania nam mandatów, i pozostało mi trzymać kciuki, by za 2dni okazało się, że Ameryka jest ciągle opadła na psach, a nie na suce…






1. Przejazd oby to 45-tego prezydenta USA… :) Ten film pokazuje, czym jest Ameryka. Idziecie na czerwonym, na oczach kilku policjantów, a oni, zamiast wystawić Wam mandat, naprawdę wstrzymają ruch, by nic Wam się nie stało. W Polsce, pamiętam, był remontowany fragment drogi, gdzie panował zakaz ruchu dla samochodów, a mimo to, milicjanci stali i wlepiali mandaty każdemu, kto miał czelność przejść na czerwonym. Nie dajcie się zmylić,że USA to policyjne państwo. Ja tu nie muszę rejestrować numeru prepaid. Mam go na NIKOGO, a Wy?
2. Niech jej się te dwa zwoje mózgowe zepną kiedyś na tyle skutecznie, by marchewka czy bakłażan przy niej były naprawdę inteligentnym warzywem… ;)

A tak na marginesie. Zamach na kandydata na prezydenta USA przeprowadzić jest banalnie łatwo. Policji jest pełno, w radiowozach i na motorach, ale NIKT nie liczy, ile jest tych pojazdów (motorów czy  aut policji stanowej lub lokalnej). Wystarczy wjechać w 16milę autem chociaż przypominającym pojazd policyjny (Ford Grand Victoria, Dodge Charger, itd.) oklejony lub okogutowany) i można „eskortować” przyszłego prezydenta…  Banaszka… ;)

Jadąc na niedzielny objazd miasta, czyli dla strawy cielesnej od Rite-Aid do Rite-Aid;) Od Walmart do Meijera, od Targetu do Krogera, itd., a dla strawy duchowej od kościoła po meczet, naglę spokojną trasę mojej samochodowej wędrówki przeciął rozpędzony radiowóz. Cop właśnie coś gadał do radiostacji, więc myślałem, że śpieszy się na niedzielny obiad i woła do żony, by ta odpalała mikrofalówkę, bo on już pędzi. Minutę później w podobnym tempie minęły mnie trzy zastępy straży pożarnej i kolejny policyjny radiowóz (ależ to głupia polska nazwa samochodu policyjnego, przecież teraz każde auto wozi w sobie radio;). A zatem, widząc tę pędzącą kawalkadę pojazdów uprzywilejowanych, nie pozostało mi nic innego, niż ich ścigać. Trzymałem się te przepisowe 500 stóp za nimi, i mimo braku sygnałów dźwiękowych, błyskowych i dymnych, dogoniłem ich szybciej, niż oni znaleźli pożar.
Palił się wielki miejski transformator w lokalnej stacji wysokiego napięcia. Oczywiście strażaki nie takie durne, jak ja, więc dobrze wiedzieli, że urządzeń pod napięciem nie gasi się wodą, a czeka aż wszystko się pięknie wypali, olej z trafa wyparuje, wszystko się stopi, zewrze ze sobą, i taką kupkę kopcącej się miedzi i amulinium (którego nie da się pomalować) można spokojnie przykryć pianą gaśniczą, by można było za coś wystawić rachunek.

Transformatorowe palenisko znajdowało się tuż przy torach. Na miejscu 3-4 jednostki straży pożarnej, 5-6 radiowozów i Danielek. Danielek, jak to Danielek, polezie zawsze tam, gdzie nie można. Gdybym był Nowojorczykiem, to 9/11 pewnie byłbym jedynym, który brnąłby pod prąd tysięcy uciekinierów z Ground Zero. Ale w Sterling Heights 10/24 jarał się tylko trafo, a nie dwie wieże. Przelazłem przez tory i podszedłem prawie że pod palenisko. Podszedłbym pod sam ogień i przypiekł sobie kiełbaski, ale bałem się, że albo dostanę jakiś mandat, albo spadnie na mnie jeden z przewodów BARDZO wysokiego napięcia, który wisiały kilka metrów nade mną.

Cała ta sytuacja uzmysłowiła mi po raz kolejny, że w USA jest ze służbami mundurowymi tak, jak zresztą ZAWSZE to czuję, gdy widzę amerykańskiego żołnierza, policjanta, strażaka. Wiem, że ONI są dla MNIE.
Naprawdę! Leci nad Tobą F-16, albo Apache, albo dwuwirnikowy śmigłowiec Chinook i wiesz, że oni są tu dla Ciebie. Że poszli do wojska, policji, staży pożarnej, by naprawdę służyć temu krajowi, więc i Tobie. Nie dlatego, że liczą na emeryturę po 15latach „pracy”, czy na kosmiczne przywileje mundurówki. Oni tu naprawdę wierzą w to, co robią.
Wiesz, że ów F-16, gdybyś był Amerykaninem poleci w każdy zakątek świata, by Cię odbijać z rąk terrorystów. Że lata nad Tobą nie dlatego, że jakiś minister czy premier polskiego rządu wziął łapówkę od jego producenta. A strażacy… W Polsce też mili i uprzejmi, ratują tych wszystkich drogowych roztrzaskańców, ratują nas przed gniazdami os, nawet nasze kotki ratują przed tym, że głupie wdrapać się na drzewo umiały, ale zejść już nie…

A zatem, łażąc tak po zakazanym terenie pożarowym, będąc 2x bliżej paleniska niż strażacy, ci z troską o mnie kazali mi się oddalić. W Polsce, stojący tuż obok nich policjanci wlepiliby mi mandat za łażenie po torach, czy inne paragrafy, a tu… to jest naprawdę wolny kraj! Zobaczycie, że Ameryka zostanie ostatnim wolnym krajem świata. Może nie w pełni wolnym, ale na pewno nie kajdanującym swoich obywateli tak, jak inne kraje poprawnych politycznie tworów typu Unia Europejska. Tu kupuję sobie nr tel. w Walmart i nikt nie każe mi go rejestrować! A niby to nieustannie podsłuchiwani obywatele przez ten straszny amerykański rząd, robią co chcą. Młodzi terroryści przez miesiące wypisują w internecie swoje pełne nienawiści hasła i posty, i nikt im nic nie robi, nie łapie, nie ściga. Ot po fakcie tylko służby ujawniają, co dany delikwent miał na swojej tablicy FB.

Powracając do dzielnych strażaków… Tydzień przed niedzielnym pożarem zrobili przed jednym z marketów w Rochester Hills pokaz, jak niebezpieczne są zabawy i nieostrożne posługiwanie się ogniem. Był pokaz gaszenia gorącego oleju, prezentacja szybkości palenia się świątecznej choinki, itd. Oni, strażacy dumnie stali przy swoich lśniących maszynach, a mieszkańcy miasta byli jeszcze bardziej dumni z tego, że mają takich odważnych Firefightersów. Tak się tu ich nazywa, w ramach poprawności politycznej, by nie używać słowa Fireman, bo zaraz Firewomen się obrażą, że dlaczego MEN, a nie WOMAN? A właśnie jednym z tych wielkich strażackich pojazdów (mija mnie jadąc z naprzeciwka już bez sygnałów) kierowała taka malutka, drobniutka pani strażaczka.

Wypalony transformator zasilał między innymi… światła drogowej sygnalizacji świetlnej. Na szczęście to była niedziela, bo gdyby zdarzyło się to w dzień roboczy, to miasto zostałoby zakorkowane na amen, na akbar i na akysz na dokładkę! U nas, w razie takiej awarii zaraz policjanci pojawiają się na skrzyżowaniach newralgicznych dróg, i machając białymi rękawiczkami udają semafory drogowe. W USA zasada jest prosta. KAŻDE skrzyżowanie, nawet głównej drogi 3-4 pasmowej, z innymi drogami staje się skrzyżowaniem równorzędnym, na którym każdy musi przySTOPować i ruszyć chronoligicznie – kto pierwszy przySTOPował, ten pierwszy rusza. Danielek oczywiście… grzecznie przeprosił chłopaków z trzech wielkich pickupów, że go nie rozjechali w ostatniej sekundzie filmu;)

Nie, że wymusiłem na nich przejazd… Po prostu się nie zrozumieliśmy. Jeden z nich machnął ręką kierowcy auta stojącego przede mną, by ten jechał… Myślałem, że przepuszczają całą naszą dwupojazdową kolumnę… Ale mimo tego, że mieli pierwszeństwo, że mieli chęć ruszyć… żaden nawet nie zatrąbił… – Ameryka! :)


Tam powyżej jest film. Wyświetla się Wam jego miniatura? Jeśli nie, to napiszcie proszę w mailu lub komentarzu, z jakiego systemu i przeglądarki korzystacie, że tego nie widzicie:( Będziemy naprawiać:)


  • RSS