Po kilku latach mojej styczniowej nieobecności w USA (bo targi zawsze odbywają się w styczniu), wybrałem się na tegoroczne, detroitskie targi motoryzacyjne NAIAS (North American International Auto Show).
Grzechem byłoby tam nie pojechać, mając do hal wystawienniczych COBO Center zaledwie 40km. Wiem, że ludzie potrafią tu przylecieć z drugiego końca świata i… szczerze się zawieść tym, co tu zobaczą. Ale po kolei…

Najpierw trzeba dojechać do targów. 2x26mil = 5$ (na paliwo)
Parking 10-30$ (im dalej od hal targów, tym taniej. Można też zaryzykować pozostawienie auta na ulicy. Póki będzie jasno, nic się raczej z nim nie stanie… RACZEJ!).
Wstęp – 13$ za bilet dla doroślaka
Szatnia (nieobowiązkowa) – 3$.

Jeszcze zanim dojedziemy do hal targowych, zobaczymy kawałek Detroit… Ja zjeżdżałem z autostrady nr 375 i przed samym downtown Detroit jechałem samotnie mając do dyspozycji dwa pasy na których kilkaset metrów przede mną i kilkadziesiąt metrów za mną nie było NIKOGO! Zza bezpiecznych szyb auta miasto wygląda całkiem bezpiecznie i miło. Wielkie wieżowce, w tym górująca nad wszystkim kwatera główna General Motors, która oddała jedną z wież hotelowi Marriott. Dymiące parą studzienki kanalizacyjne, spowolnionych ruch w centrum, stare, majestatyczne wieżowce z lat świetności USA… O wiele bardziej wolałbym przejść całe Downtown Detroit pieszo, z kamerą i aparatem na szyi, niż hale targów motoryzacyjnych. No ale wolę z Detroit powrócić żywy i z moim fotosprzętem, niż obawiać się, że 1-szy lepszy lub gorszy tambylca, pozbawi mnie mojego 4K camcordera, cyfrowej lustrzanki, lub życia.

Już na parkingu zauważamy pierwszą ciekawostkę. Są miejsca dla samochodów i dla smallcarów. Wolnych miejsc dla samochodów pełnowymiarowych nie ma, trzeba na piętrowym parkingu pchać się kilka pięter w górę, podczas, gdy dla Small Car wszystkie miejsca wolne. Tu po prostu NIE MA małych samochodów! Po tej pierwszej ciekawostce, docieramy do hal COBO i jeszcze przed kupieniem biletu możemy pooglądać Forda Raptora, jakiś taki dziwny drogowy kajak na kółkach czy zasiąść sobie w gościnnych radiowozach michigańskiej policji.

Na targi wchodzimy jednym z kilku wejść. Znów wszedłem przy stoiskach Mercedesa, co teoretycznie powinno oznaczać, że zaczynam z najwyższego punktu, z motoryzacyjnej elity, z samochodowej extraklasy… Tia… Chyba od lat Niemcy pozostają ze swoimi motoryzacyjnymi wymysłami daleko za… (cholera, jak tu napisać „za kim”, by nie zostać uznanym za rasistę? ;) Są w czarnej d… dziurze. Jeszcze Mercedes „daje radę” i coś tam się różnią te jego klasy E od S, C od A, ale Audi czy BMW? Toż to jeden i ten sam samochód, rozdmuchany tylko przez płuca dymarki w hucie z BMW 3 na BMW 5, z BMW 5 na BMW 7. Te same nerki w każdym modelu BMW, te same grille w każdej Audiczce.
Mesio z tej wielkiej niemieckiej trójki jeszcze jest najbardziej zmienny. Ale dał ciała prezentując dwa auta, które udawały Maybacha. W ogóle dawniej Maybach był klasą samą w sobie, był takim LEXUSEM LS 600 przy Toyocie Aygo, a teraz… S klasa 550 nazywa się Maybach. Bo ma w światłach stopu kryształki Swarovski’ego? Wkrótce kupicie A-klassę z 1 litrowym Dieslem, którego też będą sygnować nazwiskiem Maybacha – BEZNADZIEJA! Oczywiście wszystkie auta od Meśka prezentowane są w wersjach AMG, z o wiele ładniejszymi grillami, lampami, spojlerami, poszerzonymi błotnikami i szerokimi walcami zamiast opon. Cywilne wersje tych samych aut nie są niestety już tak urodziwe. Na stoisku Mesia właśnie podsłuchałem, jak odkrywcze są kobiety. Na matowy lakier (czy też na matową okleinę), która wykańcza blacharkę Mercedesa GT C, jedna z kobiet nazwała ową farbę „primerem” czyli po naszemu podkładem (taką malarską bazą przy malowaniu ścian).

Przyklejony do ściany bolid F1 AMG-Mercedes odciągał uwagę od braku polotu wśród stylistów Mercedesa. Bo zrobienie z dawnego Mercedesa SLS obecnego Mercedesa GT… to raczej żaden wyczyn. A gdzie SLR? Oczywiście wśród aut ogólnie dostępnych dla statystycznego Smitha króluje kolor biały. 100lat temu w fabryce Forda można było kupić Forda T w dowolnym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny, teraz Mercedes, rasista, wszystko maluje na biało. No nie dziwne, Germania coraz czarniejsza…

Z Mesia poszedłem na amerykańskiego Cadillaca. Prezentowali prototyp, tzn. concept car, model Escala. Kolejna wielka na prawie 5,5 metra koncepcyjna krowa, która nigdy nie zejdzie z linii produkcyjnej. Tak się przyglądałem, czy to auto ma przyklejone szyby do tapicerki… A jeśli nie, to jak będą się otwierały… A może ta cała Escala, to jakaś niedożywiona wersja terenówki Escalade? No piękne, piękne, wielkie, długie, niepraktyczne jak zajęcia ZPT w ośmioklasowej podstawówce w czasach mojej młodości.
Najciekawszym autem Cadillaca jest ich ATS-V z 640 konnym silnikiem. Nawet jeśli masz BMW M-power czy Meśka AMG, to nie zakładajcie się o za dużą kasę, że dacie radę tym potworom. TAK, też nie szanuję amerykańskiego zarządzania pojemnością silników, wyciągania zaledwie po 200-300KM z 5-6 litrowych silników, ale to auto jest wyjątkiem. I to całkiem tanim, w stosunku do europejskich konkurentów (370 tys. PLN za nowiutkie, luksusowe auto z 640KM pod maską, to naprawdę chyba niewiele?). Mam nadzieję, że Audi RS6 daje radę temu potworowi, bo inaczej przestaję zbierać na RS6 od Kamilka ;)

Po Cadillacu kolej na Hondę, która dupy nie urwała niczym. Przytachała jakiegoś bolida nieznanej mi Formuły. Jakiś wielki gokart, jakieś działka do wystrzeliwywania z nich pary wodnej. I jak fronty Hond mają wiele uroku, te skośne, fikuśne oczka, tak dupy im nie wychodzą. Accord jeszcze, jeszcze daje radę, ale Civic?

Później stoisko Chevloleta. On zawsze będzie oblegany i wielbiony, bo to jedna z kultowych marek USA (jak zresztą każda inna from USA!). Po prostu amerykańskie marki są ulubionymi brendami gospodyń domowych (kilka różnych marek), dla majsterklepków (Dodge), dla contractorów (Ford), dla rednecków (Ford F-150 lub jakiś GMG), dla mamusiek bezpiecznie wożących swoje dzieci do szkoły (GMC Yukon lub Cadillac Escalade). A Chevy jest dla wszystkich, bo ma wielbioną tu Corvette. Każdy chciałby mieć tu Corvette, na weekendowe wypady za miasto. Nawet jak stać go na Vipera, to corvette jest jakąś taką zaprogramowaną w kodzie DNA amerykańskich obywateli motoryzacyjną świętością. A kogo nie stać na Corvette (tak naprawdę stać na nią KAŻDEGO pracującego Amerykanina, ale jest nieporęczna, nie ma nawet gdzie włożyć teczki, torebki, nie mówiąc już o zakupach z Sam’s Clubu), ten może się zadowolić Chevy Camaro za cenę połowy Corvette. Cholera, my mamy o wiele bardziej przyziemne marzenia, na które nas za naszą pracę nie stać, a oni… 5000$ pierwszej wpłaty i 500$ miesięcznie i jak chcą, to jeżdżą sobie Corvetką. Ale z takimi samochodami jest, jak z chęcią mieszkania przy Piątej Alei w NY, czy w Sky Tower we Wrocławiu. Gdy patrzysz na taki budynek z daleka, to marzysz, by w nimi zamieszkać, by patrzeć na ludzkie mrówki z 30 piętra. Ale, gdy już Cię stać na zamieszkanie tam, to… dostajesz zamętu, bo na V Alei ciągły hałas, gwar, ruszający z piskiem opon krótkopenisowi faceci, ruszający z rykiem silników redneckowie w swych pickapach, co chwilę jakieś uliczne eventy, manify KODu, czarne Parasolki, Madonna FUCKająca Trumpa, i Ci się odechciewa mieszkania przy prestiżowej ulicy. Podobnie w Sky Tower, wchodzisz do takiego mieszkania i po chwili się orientujesz, że brak tam intymności, przytulności, że przez szyby ktoś może Cię z dołu podglądać, i że pewnego dnia wleci Ci do salonu jak nie Airbus 380, to przynajmniej Tupolew. Tak samo jest z tymi wszystkimi Corvette, Camaro, itd. Piękne z zewnątrz… I plastikowe;) Ale obejrzyjcie na zdjęciach zadek plastikowego, szarego Camaro – naprawdę boski, nie? Jak kloaka kozy w niektórych kręgach kulturowych… Mi naprawdę podoba się linia stylistyczna Chevroleta. Pamiętam jeden dawny model, który miał z tyłu bagażnika (a nie jak u nas, w podłodze) wykute przez kowala miejsce na koło zapasowe – ohyda gorsza, niż Chrysler PT Cruiser czy Chrysler HHR – dwie największe masakry motoryzacyjne USA, przy których Fiat Multipla to cacuszko jakby spod ręki Pininfariny ;)
No zerknijcie na Impalę czy Malibu. Podobają się Wam? A może mi podobają się przez to, że są tak duże? A jak wiadomo, duży znaczy lepszy, ładniejszy, szybciej dający radość, rozkosz, spełnienie :)

No i pora na Forda. Ford podobno gówno wart, ale ci z Forda po prostu budują na tych halach miasto w mieście. Dwupoziomowe stoisko, fiu, bździu, miód i orzeszki. Na piętrze królują redneckowe Fordy F-150, Raptor, Lariat, itd. Wzruszająca jest ściana długości ok 20-30metrów, która CAŁA wypełniona jest tysiącami zdjęć Fordów F-150, 250, 350, wysłanych przez ich właścicieli. Auta te służą do wszystkiego, do jazdy do kościoła, do wiezienia szpitala żony w ciąży, do orania ziemi, do karczowania lasów, a stare, niejeżdżące już modele służą nawet jako kurniki. 40lat historii tego modelu na jednej ścianie – naprawdę wzruszające. A na dolnym piętrze pawilonu Forda, można było zobaczyć prawdziwe cacuszko jakim jest nowy Ford GT. Felgi z włókna węglowego, dyfuzor przypominający kosiarkę do trawy. Oj pokosiłby trawniki czymś takim, pokosił…;)

I tak marka po marce… Lexusy chyba cierpią na jakiś kryzys, i ich grille zrobione są z siatki ogrodzeniowej. I najczęściej wyglądają jak pługi do odśnieżania, albo do przepychania demonstrantów z KODu sprzed maski samochodu Prezesa. Czegoś tak ohydnego nie widziałem już dawno! Ordynarna siatka ogrodzeniowa, chromowana, o mocnych spawach, by w razie jak demonstrant będzie gruby, to by nie zrobił grillowi krzywdy. PASKUDZTWO! Weźcie Wy Japończycy zajmijcie się lepiej ryżem, sake, origami, karate, mangą, ale nie projektujcie już więcej samochodów! Chociażby takich, jak toster na kołach (Scion xB, czyli Toyota bB)

Mnie oczywiście najbardziej interesowały Hyundaie. Jestem tak leniwy, że mając około 10 km do najbliższego salonu tejże marki, nie zebrałem się, by kiedykolwiek tam pojechać. Za to na Autoshow chciałem doznać takiego Hyundaiowego efektu WOW. Szczególnie, przy flagowym ich modelu – GENESIS! Jakież było więc moje zaskoczenie, gdy ani jednego Genesisa na stoisku Hyundaia nie zobaczyłem? WIELKIE! Po prostu odcięto Genesisa od Hyundaia CAŁKOWICIE, wykupując mu osobne stoisko z drugiej strony hali. To naprawdę prześliczne auto. Majestatycznie duże. Oj no po prostu BAJKA(ł). Nie mogę odżałować, że go sobie nie kupiłem za 7.100$ Lekko przetarty prosto z firmy ubezpieczeniowej na https://www.copart.com/ (uważajcie, jest to strona po prostu UZALEŻNIAJĄCA!).

Bieda Panie, bieda. Kryzys. W tym roku na Motoshow nie było ani Porsche, ani Ferrari, ani Bentleya. Moi koledzy w moim biednym przygranicznym mieście mają ładniejsze, mocniejsze i droższe auta, niż pokazano na Autoshow Detroit 2017. Wśród rodzynków w tym motoryzacyjnym zakalcu można wymienić tylko nowego Forda GT, czy prototyp Mustanga Roush z 720KM silnikiem.

Jakim autem wyjechałbym z tych pokazów ja? Toyotą Camry z 2006, bo tylko do niej miałem kluczyki. Gdyby ktoś mi podarował dowolny samochód, to pewnie wybrałbym Hyundaia Genesis G90 lub G80, ewentualnie KIA K900. A co! BMW ma byle polski burak, który weźmie dopłaty za swoje hektary. Audi w Europie ma byle uchodźca, który weźmie socjal na swoje cztery żony i dwadzieściatroje dzieci (340tys. Euro rocznie). Mesia ma byle taksówkarz, ale takiego Hyundaia nie ma nikt! Nie da się kierowcy Hyundaia zakwalifikować do żadnej patologii. Do dresów, dilerów, sutenerów, alfonsów, yuppies. Tylko Danielki jeżdżą takimi samochodami.

A co do bardziej dostępnych aut, oczywiście powala mnie ciągle stylistyka Forda Fusion. Tak samo wygląda obecne, europejskie Mondeo. Zrobili nawet studyjny, eksperymentalny model samosiękierujący. Ot, by już w ogóle nie trzeba było odrywać rąk od smartfona, kierując autem. Bo w USA, przysięgam, minimum 1/3 osób za kierownicą, tak naprawdę, prowadząc auta, ani na chwilę nie przerywa sobie siedzenia na Fejsie, na Insta, na Snapie. Ostatnio facet zatrzymał się mi prawie w dupie (tzn. w bagażniku). Gdyby nie miał gdzie uciekać (miał wolny pas po lewej) i zatrzymał się przede mną – wbiłby mi bagażnik pod komorę silnika. Dlatego połowa aut ma już tu systemy automatycznego hamowania, które… też wcale nie pomagają, bo wielokrotnie awaryjnie i bardzo niebezpiecznie hamują, gdy jakiś Boguś wciśnie się przed nasz samochód.

Jeśli mieliście dylemat, czy marnować czas i wpadać na targi do Detroit – NIE WPADAJCIE! Nie ma po co. Jak już, to walcie prosto na jakieś targi w Kalifornii lub na Florydzie, gdzie mieszkają miliarderzy, i gdzie wystawiają się Bentleye, Ferrarki, Kenigsegi (nie będę się męczył z właściwym napisaniem tej kretyńskiej marki!).


https://goo.gl/photos/mC3ckkS6NPCvnBue6

PS Co za pierdolony* DEBIL wymyślił te pojebane zdjęcia i albumy na Google Photos, zastępując nimi starą, poczciwą, zależną od użytkownika Picassę?! Z tego co wiem, niezależnie od ustawienia prywatności i sposobu udostępniania, to i tak moje zdjęcia Wam się nie wyświetlą z linków do zdjęć pośrednich. Teraz okazało się, że nie da się nawet posortować zdjęć zgodnie z nadaną im nazwą! Męczyłem się ponad 2 godziny, by zgrać chronologicznie i przezwać 541 zdjęć z Targów (300 z lustrzanki i 141 ze smartfona), by uwiecznione na nich auta i cenniki były kolejno obok siebie, a ta pojebana witryna i tak ułożyła je sobie po swojemu! I nie ma opcji ułożenia ich po nazwie! Kolejny portal dla tabletowych idiotów, debili, którzy nawet nie potrafią zmienić nazwy pliku, więc maszyny  i portale muszą wszystko robić za nich! DNO! Pierdolone, internetowe ścierwo!

Cały świat, cały cyberświat jest tworzony obecnie dla DEBILI! Dla kogoś, kto potrafi tylko nacisnąć wirtualny spust migawki smartfona czy tabletu, i chwilę później focia jest już automatycznie wysłana na iCloud, na chmurę w jebanym Google Photos, na Insta czy na Snapa. Umiejętność zmiany nazwy pliku jest dziś jakby umiejętnością programowania w C++. KURWA, co za kretynizm! Co za pojebany świat, systemy, portale dla idiotów! Ja chcę DOSa, Windowsa 3,11, internetu na modem 14,4 kB/s, ale przynajmniej internetu dla ludzi ROZUMNYCH, a nie dla zwierząt, które wytresowane do klikania selfie i dawania serduszek, niczego więcej na komputerze już nie potrafią!

A zatem SORRY za to, że jest taki burdel w zdjęciach, ale po prostu automat Google zrobił ten syf. Sorry też za krzywe wykadrowanie niektórych zdjęć, albo brak ostrości, ale przepchanie się przez 806 tysięcy osób, które odwiedziły w te 2 tygodnie owe Targi i odczekanie na takie odsłonięcie auta z gapiów, by w pełni było widoczne dla obiektywu aparatu, często graniczyło z cudem.

* – TAK, mogę kląć do woli. Należę do tej grupy ludzi, która klnie i się tego nie wstydzi, bo wie, że nie jest to powodowane ubogością językową, ale intelektem, w którym przekleństwa są środkiem ekspresji emocji. Bo jak tu kurwa inaczej napisać o przeszło dwóch godzinach zmarnowanego czasu, bo Głuple Photos są dla idiotów, a nie dla „informatyków”. TAK, to prawda, że klnie zazwyczaj tylko nizina społeczna i elita intelektualna. Średniacy starają się nie kląć, gdyż myślą, że będą utożsamiani z patologią, podczas gdy nie mając dostępu do klasy intelektualnie wyższej i najwyższej, nie mają pojęcia, jak „soczyście” owa klasa rozmawia w swoim gronie. Panie Kieślowski, Pana soczystość lubię najbardziej.

       

1. Parking dla małych aut. Small car park. Po drugiej stronie w pełni zajęty parking dla normalnych aut:)
2. Jeśli samochód policyjny widziany z tak bardzo bliska, to tylko w tego typu, targowych okolicznościach.
3. Maybach…
4. Chevy Camaro SS od dupy strony… – udany, prawda?
5. Ford GT 2017
6. Czy może jednak uśmiechnięta Accura NSX GT3?
7. Ledwie zaczął się 2017, a tu już auta z 2018;) Straszny grill z siatki ogrodzeniowej, co?
8. Taa-daamm. Oto mój przyszły Hyundai Genesis:) A co!