Jako, że zarówno w USA, jak i w Polsce bywam tylko sporadycznie, wszędzie używam kart prepaid. W Polsce mam numer z każdej większej sieci od początku działalności tychże operatorów komórkowych (czyli od ponad 20lat), więc rynek usług znam w miarę dobrze. To, że przez dekady w dziedzinie telekomunikacji byliśmy o 100 lat za Murzynami (tu akurat dosłownie), doprowadziło do tego, że w telefonii komórkowej jesteśmy przed nimi. Pokrycie sygnałem prawie w całym nadwiślańskim kraju, za 30 złotych, nawet w taryfach prepaid dają nam operatorzy wszystko bez limitu (z 10GB internetu włącznie). W USA, jako że na telefony kablowe nie czekało się jak w Polsce, przez ćwierćwiecze, często w domu były po 2-3linie, więc i przeskok do telefonii komórkowej nie był tak gwałtowny, jak u nas. Tu NIKT nie ma po 2-3 telefony (ja mam już w sumie OSIEM), gdyż nasi operatorzy dawniej rozróżniali opłaty w sieci jak i poza sieć, więc opłacało się nieraz trzymać 2-3 numery, by w sieci było za darmo, bo poza sieć czesali po … dużo. Teraz dumpingują te ceny strasznie, co w USA niestety jest od dawna urynkowione i plany taryfowe są… drooogie.

Skupmy się na amerykańskich prepaidach i pewnych mądrościach, jakie mają zastosowanie, jak i pewnej głupocie, która obowiązuje po odpaleniu numeru.
A zatem, prześledziwszy rynek startówek prepaid (zwanych tu Pay As You Go, albo BYOP – Bring Your Own Phone), zdecydowałem się na zestaw Tracfone. Kto mnie zna ten wie, że jak przepłacę za cokolwiek o kilka groszy, o 10%, to choruję później przez miesiąc. Więc wyobraźcie sobie, jak się czułem, gdy w Walmart kupiłem sobie startówkę Tracfone za 9,99$, podczas gdy w Meijer są one po… 99 centów! Przepłacenie 1000% spowodowało, że (no widzieliście w notce z ThanksGiving zdjęcia z Walmart w Warren, MI, to ja rozniosłem wówczas ów market;)

Wybrałem Tracfone, gdyż utrzymanie numeru kosztuje zaledwie 20 dolarów na kwartał. Dostanę w prawdzie za to jedynie 3-4 godziny rozmów (+ 180 SMSów + 180MB danych), ale mi więcej nie potrzeba. Inne sieci w swoich prepaidach za około 30-40-50$ miesięcznie oferują wszystko bez limitu. Ale po co mi telefon bez limitu, skoro nie mam do kogo dzwonić? ;) A zatem wybrałem Tracfone, który zasila się za 20$ co 3miesiące. Zasila się go minutami, a nie jak u nas stanem konta. Doładowanie powoduje dodanie do konta minut, a nie jak u nas, złotówek, za które możemy sobie kupić pakiet tego lub owego. Minut za owe 20 dolarów dają nam tylko 60 (czyli godzinę, wychodzi 1,40zł za minutę połączenia!). Jednak w momencie zakupu startówki wybieramy taką, która ma opakowaniu ma promocję typu podwajanie lub potrajanie każdego doładowania, więc z 60minut robią się 3 godziny (+ godzina gratis dzięki jakiemuś tam kodowi rabatowemu z Netu).

W zestawie startowym dostaniemy.. 5-6 kart SIM. To jest BARDZO zmyślne. Dostaniemy startówkę do telefonów bez Simlocka, do telefonów CDMA, GSM, nanokartę do Iphone, a także dostaniemy SIM do telefonów zaSIMlockowanych w T-Mobile lub AT&T. Bardzo sprytne, prawda? Wielki operator-imperator blokuje swoje telefony, by mogły być używane tylko w ich sieci, a mały operatorek stosuje taki wytrych, jakim jest karta SIM działająca w tak zablokowanym telefonie… Pewnie niestety loguje się tylko w nadajnikach T-Mobile lub ATT i dzielą się jakoś tam zyskami, ale my nie musimy się martwić, że kupiony starter nam nie ruszy (no chyba, że telefon kupimy z blokadą Sprint Mobile, BootsMobile, itd.).

Jaja zaczynają się, gdy chcemy sobie wybrać numer. Tu, w tym strasznym amerykańskim państwie, o którym amerykański obecnie TVN powie Wam, że to najbardziej policyjne państwo świata, numeru oczywiście nie trzeba rejestrować. To nie Polska, to nie Unia, to naprawdę wolny kraj. A zatem wpadamy na Net, na stronę Tracfone i wybieramy sobie numerek. Zakładamy tam sobie konto, by móc adminować naszą kartą lub wieloma kartami, sprawdzać balans, billingi, itd. I później zaczyna się najlepsze. Wybór numeru.
Numery komórkowe w USA mają prefix miasta, a nie operatora. Ot, np. numer komórkowy Warszawiaka zaczyna się nie od naszego 500, 501, 604, a od 0-22, startówka Poznaniaka – od 0-61, itd. W USA wpisuję kod miejscowości, z której najczęściej dzwonię i przyznają mi numer zaczynając się od telefonicznego numeru kierunkowego mojego miasta (w moim przypadku jest to 586). I tu rozpoczyna się cyrk…

Dzwonisz z otrzymanego właśnie numeru na swój numer domowy, i automatyczny CALLER ID wyświetla, do kogo ten nr należał wcześniej. 1szy z numerów, jaki przyznał mi losowo Tracfone należał do jakiejś Alice Evans. – NO WAY, nie będę paradował z numerem jakiejś Alicji! Tak samo będę się wyświetlał, jako Alicja, każdemu znajomemu, do którego zadzwonię! Chyba, że dopisze mnie do swojej listy kontaktów w telefonie z właściwym imieniem. Na szczęście na stronie operatora jest opcja zmiany numeru. Więc siedzisz na stronie Trafcone i klikasz CHANGE NUMBER tak długo, aż przyznany Ci nowy nr będzie Ci odpowiadał, albo będzie po prostu „czysty” czyli, że dzwoniąc na swój nr domowy na wyświetlaczu pojawi się tylko nr, a nie dane jego dawnego właściciela.

Głupie to trochę, prawda? Wiele rzeczy w USA załatwia się… numerem telefonu! Nasz numer telefonu jest tak samo ważny, jak nasz PESEL. W każdym sklepie podczas zakupów pytają nas o nr tel. (z tego numeru ich baza danych ściągnie resztę naszych danych osobowych, imię, nazwisko, adres). Oni dzięki temu będą mieli nasz adres, na który mogą nam wysłać gazetki reklamowe, a nam pozwoli to oddać w ich sklepie daną rzecz nawet bez posiadania paragonu. Odtworzą go z naszego numeru telefonu. Tak samo nie musimy mieć przy sobie kart rabatowych w sklepie, wystarczy nasz numer. Tak im ułatwiają życie! Swój numer telefonu pamięta każdy, a swój nr PESEL pamiętacie? Bo oni swojego SSN na pewno nie… A jaką będą mieli minę ci wszyscy kasjerzy, gdy będę im podawał MÓJ numer, a na wyświetlaczu ich komputera czy kasy będzie wyskakiwała Alicja…

Ale takie rozwiązanie ma też swoje drugie dno. Gdy stary posiadacz naszego obecnego numeru był np. wyłudzaczem, albo masowo oddawał w sklepach zakupione rzeczy, to nasze życie w sklepie tej sieci zostanie utrudnione. A i w sklepie zawsze będziemy brani za nie Danielka, a np. Alicję;)
– Dzień dobry Pani Alicjo,ale Pani zbrzydła … Zmężniała się znaczy.

No i najgłupsza rzecz jaka w USA czeka prepaidy, to płacenie przez posiadacza takiego numeru za każde połączenie odebrane i za każdego odebranego SMSa. Baa… jest rozróżnienie nawet, czy taki SMS jest odczytywany w szczycie czy poza szczytem. Czy jest z USA czy z zagranicy. Głupie, co? Ale nie tak głupie jak… poczta głosowa w PLAY!

KAŻDY posiadacz numeru w PLAY (szczególnie kart prepaid) niech sobie poczyta regulamin poczty głosowej! Tego czegoś najeżonego błędami nawet nie można nazwać regulaminem, ale takiego SKURWYSYŃSTWA nie widziałem jeszcze NIGDY! Jako, że posiadam prepaid w każdej sieci, mam też kartę w PLAY (w celu wykupowania z niej SMSami Premium różnych usług teleinformatycznych). Ja mam takich kart tysiące, bo polscy operatorzy są takimi oszustami, że prześcigając się w ilości niby to posiadanych abonentów i użytkowników, PŁACĄ takim Danielkom jak ja za to, że wezmę od nich tysiąc numerów! Jedyny warunek to odpalić te karty w ciągu miesiąca, i mogę je wyrzucić, a oni po miesiącu mogą się chwalić, że taki oto PLAY, N-ju, Virgin, PLUS, T-Mobile, Orange (wszyscy robią tak samo!), że każdy z nich, w niespełna 35milionowym kraju ma 60 milionów abonentów… Tia… Tysiąc takich Danielków jak ja daje im milion użytkowników… CHORE!

W tejże chorobie PLAY przebił wszystkich! Poczty głosowej w prepaidach PLAY nie da się wyłączyć WCALE! Póki jesteście w Polsce i w Unii… nic Wam nie grozi. Ale wyjedźcie chociaż o stopę poza Unię… KAŻDE połączenie na Wasz numer w PLAY zostanie automatycznie przekierowane na pocztę głosową (kosztuje Was to tak, jakbyście odebrali owo połączenie w roamingu 50gr za każdą rozpoczętą minutę!). Ale mało tego… chwilę później Wasz niby to telefon sam oddzwania na pocztę głosową i jesteście obciążani 2,5zł za każdą rozpoczętą minutę. Czyli w sumie 3zł/min. I… tejże poczty nie da się wyłączyć! Nie da się się jej wyłączyć, a jedynie da się wyłączyć przekierowania na dwóch wykluczających się warunkach – Nie kieruj na pocztę głosową, GDY NIE ODBIERAM albo nie kieruj na pocztę głosową GDY JEST ZAJĘTE. Jeśli macie wyłączony telefon, albo jak znikniecie z zasięgu, dalej poczta Was kasuje 3zł/min. SPRAWDZONE! Właśnie kieruję pismo do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta.
T-Mobile wkurzył mnie włączając mi na moim oficjalnym numerku granie na żądanie, pomailowałem z nimi, i jako że byli nie do końca uprzejmi i wyrozumiali dla moich słusznych uwag, kosztowało ich to ostatnio 15 mln kary od UOKiK. Piętnaście milionów kary za okradzenie Danielka z 4zł (z VAT, słownie: CZTERECH ZŁOTYCH, 0/100 gr). Z PLAYem też grzecznie koresponduję… Z Panem Markiem Niechciałem puścimy P4 z jutowymi torbami. Nie chciał PLAY po dobroci…

Ptfu!
Happy New Year!
Jeszcze 12 dni blokady mojego FB i zobaczycie, jaką mam laurkę dla Zuckerbegra… ;)

 

   
1 Startówki Tracfone. Sześć kart SIM za 99centów. Jednak bez zakupu doładowującej karty zdrapki za minimum 20$, nie aktywujemy numeru.
2. Gdy już aktywujesz startówkę, dzwonisz na byle jaki telefon z Caller ID by sprawdzić, do kogo należał do tej pory przyznany Wam numer… Mój do Alice Evans. Oj głupi ja głupi… Pamiętacie, jak walczyłem z WOW, by wpisali prawidłowo moje nazwisko do swojej bazy? Po 3 miesiącach i 30 spellowaniach kolejnym pracownikom ich Biura Obsługi Klienta, wreszcie wyświetlam się prawidłowo… Gdy ktoś kiedyś dostanie mój były nr, to będzie mógł udawać Danielka… MASAKRA!
3. Play tak się śpieszyło do okradania swoich abonentów i użytkowników, że dwukrotnie podają ten sam kod na wyłączenie przekierowań na pocztę głosową. SKURWYSYŃSTWO najniższych lotów! Panie Niechciał, walimy z grubej rury 50 nowych Baniek, co? :)