Jako, że moja stara, dobra, wysłużona, sonowska X-peria Z powoli, o lasce, dygotliwym krokiem odchodzi do lamusa, postanowiłem poszukać nowego telefonu. Smartfona się znaczy! Wiedząc „coś tam, coś tam”, mając „co nie co” pojęcie o tym i o wym, o fotografii i filmowaniu, skupiłem się głownie na możliwościach fotograficznych mojej nowej komórki. Głównie chodziło mi o fotografowanie w słabych warunkach oświetleniowych i o dobrą stabilizację przy kręceniu filmów. Wahałem się między kilkoma producentami, modelami i systemami. Zakochany jestem we wszystkim, co stworzył Samsung – w domu mam wszystko Samsunga, od lodówki, przez kuchenkę, wieżę, smartwatcha, po samochód… (tzn., gdyby Samsung zaczął robić samochody, to bym w ciemno kupił, a póki co szukam sobie Hyundaia Sonaty – także produkcji koreańskiej).

A zatem, wiedząc, co się liczy w fotografii, szukałem smartfona z aparatem, który po 1-sze, dobrze radzi sobie w słabym świetle, a po 2-gie, pozwala kręcić filmy bez trzęsienia się obrazu, nawet alkoholikowi na odwyku z Parkinsonem na karku. Można się spierać do upadłego, czy Samsung jest lepszy od LG, czy Galaxy S7 jest lepszy od LV 20, czy Xiaoping (czyli Xiaomi Mi 5S Plus dogonił już światową czołówkę, czy nie). Itd. itd. Pieprzyć można o zaletach jednego nad drugim do upadłego, jak Rocco Siffredi po koksie. Pieprzenie i spory trwają do chwili, w której weźmie się do ręki iPhone 6S czy iPhone 7 (szczególnie w wersji PLUS). I wówczas trzeba być ślepym, mieć bielmo na oczach, czy filtr ze Snapchata na rogówkach, by nie zauważyć, kto rządzi w dziedzinie filmowania i fotografowania. Ajfon rządzi! Przejrzałem kilkadziesiąt filmów porównawczych, w BestBuy miałem w swoich delikatnych dłoniach każdy model konkurencyjnego telefonu, Galaxy S7, LG V20 (bardzo ciekawy, polecam jako tel. drugiego wyboru), Huawei, ZTE – Axon 7, Pixel od Google (także bardzo dobry), itd. Nic nie przebije ajfona, mówię to obiektywnie, jak jego przeciwnik…

A zatem, tak nastawiony do zakupów, postanowiłem poszukać sobie iPhone na Mikołaja, tzn. „pod choinkę”. Jestem na tyle niegrzeczny, wredny, nie wierzę ani w Mikołaja, ani w Dziadka Mroza, ani w Akbara, ani w KOD ani w Petru, że nie spodziewałem się, że pod choinką znajdę iPhone. Od miesiąca męczyłem znajomych zarówno w Polsce jak i w USA, by mi go szukali. By jeśli wiedzą, że ktoś ma na sprzedaż iPhone 6S PLUS, to niech mi dadzą znać. Jedni mieli je, ale w kontrakcie, i wykup go po zaledwie kilku miesiącach spłacania wynosił ciągle ok. 600$. Inni mieli mi do zaoferowania 6 PLUS bez S za 300$, itd. A zatem, korzystając z Merry Christmas i trochę wolnego czasu od pracy, puściłem się w miasto, jak bezalfonsowa kurewka zdeterminowana na znalezienia jak największej ilości klientów. Miasto moje i wszystkie pobliskie z Detroit włącznie! Jeździłem od salonu do salonu, głównie operatora komórkowego MetroPCS, która to sieć salonów, sprzedając telefony, aktywacje, itd. skupuje od klientów ich „stare” telefony i odsprzedaje je różnym takim Danielkom jak ja z zyskiem. Jednego dnia odwiedziłem około 10-12 takich salonów.

Pierwsze, co nasuwa się po wejściu do każdego takiego salonu to to, że jest się w Syrii, Iraku, Iranie, Dubaju, Katarze, czy jakimś innym takim bliskowschodnim Smarku. Każdy taki salon prowadzi ARAB! Arabowie opanowali trzy branże w USA. Sklepy z… alkoholem (przy okazji także z zakazanymi przez Koran loteriami). Stacje benzynowe i… i jak się okazało, salony telefonii komórkowej. Moi polscy najlepsi koledzy też mają salony i komisy z telefonami i doskonale z nich żyją, moi dwaj przyjaciele i moja fionce także działają w tej branży, więc jestem blisko skoligacony z branżą GSM, także i moim wykształceniem.

Mój trip around the Detroit za ajfonem miał miejsce 22 grudnia. W każdym z tych arabskich salonów byłem przyjmowany jak… szejk Dubaju w Katarze, albo król Zjednoczonych Emiratów Arabskich w Iranie, albo byle kozogwałciciel w Zachodniej Europie. Serdecznie i po przyjacielsku. Oni po prostu potrafią wyczuć klienta. Patrzą na Ciebie tymi świdrującymi, czarnymi lub brązowymi oczami i jestem pewny, że potrafią odgadnąć, że mam w portfelu 732$ gotówką, którą jestem gotów przeznaczyć na nowy telefon. Oni naprawdę to wiedzą i czują. Akbar im podpowiada! A ja, jako, że od 3 tygodni się nie golę na twarzy, a od 3 miesięcy nie ścinam włosów na głowie, jestem bardziej arabski od nich. Mój bliskowschodni akcent (w Polsce mam zaledwie 18km do Ukrainy;) powoduje, że naprawdę, kłaniają mi się nisko, jak swojemu.

I gdy tak wchodzisz do ich sklepu, salonu, komisu z telefonami czujesz to, kim oni są… Są magikami. Gdyby nie mój wrodzony asertywizm, kupiłbym od nich Nokię 3110 za 1500$ dziękując, że zrobili mi zniżkę z 2000$. Potrafią Wam wcisnąć wszystko. Przyszliście po ulotkę, wychodzicie z trzema telefonami. Przyszliście spytać, gdzie jest najbliższa pizzeria, wychodzicie z kilkoma dwuletnimi kontraktami na telefon. Jeden z nich próbował mi sprzedać swojego Galaxy S7 Edge. SWOJEGO! Dwudniowego. Bez locka, za 500$, no jak dla mnie to za 450, bo niestety, dwa dni przed X-mas „moje” ajfony się wyprzedały jako prezenty X-masowe. No, Bro szejku Danielku, nie daj się długo prosić, daję Ci dobrą cenę za mojego własnego, odblokowanego Samsunga…

Co do bro… Pisałem Wam kilka razy, że mam arabską duszę, prawda? Naprawdę ją mam. Niestety… Na szczęście, doklejony jest do niej niearabski rozum. Przeto właśnie wiem, jakie z nas są skurwysyny. Straszne… Że trzeba nas eliminować. Za setki rzeczy, za nasz sposób postrzegania świata, ludzi, zwierząt, kobiet. Ale to temat na dłuższą rozprawkę… Póki co owa rozprawka liczy 108 stron i zakończyła się m.in. zdalnym uszkodzeniem mi laptopa przez jedną ze stron, oraz kolejnym, 30dniowym BANem na pewnym żydowskim portalu… Ale wracając do smartfonów…

Gdy nigdzie nie znalazłem mojego iPhone, i żaden znajomy mi go nie znalazł, pozostało E-bay i Craiglist. Ebay to takie nasze Allegro (logowane konta, gwiazdki zaufania, komentarze, ochrona klienta). Craiglist, to nasze OLX, gdzie każdy jest anonimowy i zazwyczaj umawiasz się z kimś na wymianę „po sąsiedzku”. Zarówno na E-bay jak i na CL można się naciąć. E-bay wprawdzie za oszukańcze transakcje naprawdę oddaje pieniądze, ale tam czasem po prostu łowi się jeleni. Gdy nie doczytasz dokładnie ogłoszenia, możesz kupić puste pudełko (TAK, ktoś wystawia puste pudełko po iPhonie za 300$). Oczywiście tak je opisuje, że jak nie doczytasz dokładnie, to nie dopatrzysz się, że „cellphone not included”. Albo, gdy nie dostrzeżesz na zdjęciu, że „small scratches” na displeju to tak naprawdę kran przejechany przez czołg, albo telefon zrzucony z setnego piętra WTC, to kupisz chłam i jeszcze wyjdziesz na idiotę, ale przecież widziały gały co brały i żaden zwrot Ci się nie należy. Oczywiście wiele ogłoszeń to po prostu telefony skradzione lub niespłacane operatorowi, wówczas jest informacja, że mają BAD ESN, albo BAD IMEI, albo locked iCloud… Sprzedawca „uczciwie” informuje, że sprzedaje taki tel. jako niesprawny, bo nie da się go aktywować, ale „pociesza”, że wprawdzie iCloud zablokowany, ale telefon będzie za granicą działał bez problemu… Tak, będzie, jako zegarek tylko…

Bezczelność wielu sprzedających sięga tak daleko, że dostają ode mnie taką zjebkę, że ogłoszenia znikają – ja po prostu nie potrafię przejść obojętnie wobec idiotów, chamów, oszustów, hipokrytów. Czy to w Polsce czy w USA. Każdemu takiemu chociaż „miło” zwrócę uwagę…

Poświąteczny poniedziałek spędziłem na „negocjacjach” cen mojego nowego iPhone 7 PLUS na Craiglist. Oczywiście z daleka omijałem takie za 300-400$ z Detroit, itp. okolic, gdzie albo za owe 300$ zostałbym zastrzelony, albo dostał iPhone model 1 MINUS (bez S), i musiałbym się cieszyć w towarzystwie jego sprzedawcy i kilku jego kolegów, że w ogóle wróciłem żywy. A zatem szukałem okazji w miarę blisko mnie, we w miarę bezpiecznych okolicach i w miarę rozsądnie brzmiące (gdzie sprzedający sam pisze, by spotkać się na wymianę w publicznym miejscu, w sklepie lub na posterunku policji). Tak, policja udostępnia przed swoimi komendami monitorowane place, gdzie można przyjeżdżać i wymieniać, sprzedawać, itd. w miarę bezpiecznie. A zatem, w miarę bezpieczne były dwa iPhone 7 PLUS. Jeden z 32 GB pamięci za 650$ lekko używany, i drugi 128 GB za tyle samo (nowy). Jeden z kolesi przyciskał na spotkanie dziś, i że spuści mi do 625$ za tego 32GB, drugi proponował spotkanie jutro o 12:00 w BestBuy niedaleko jego pracy. Wybrałem tego drugiego (szczególnie, że po wygooglowaniu jego numeru, który mi podał do kontaktu, wyskoczyło, że to Dentysta z Rochester Hills, czyli świetne okolice). Piszę więc doń, że niestety ale na tygodniu pracuję do 19:00, więc… albo dziś albo sobota. I wiecie co ów miły człowiek uczynił? Zabrał dwoje dzieciaków i o 16:00 w poniedziałek bożonarodzeniowy przyjechał do Best Buy.

Przemiły, radosny, miał czas, by mi pokazać wszystkie kruczki iPhona (bo ma go od pierwszej generacji, a dla mnie to pierwszy ajfon w życiu). Miał czas i cierpliwość przejść ze mną procedury utożsamiania go ze mną. Pokazał nawet, jak tajemnie można wysyłać SMSy. I gdy pokazowo wysłał SMSa do swojej Hubby, że zaraz finalizujemy transakcję i wraca z dziećmi do domu, był już mój. Mówię zatem spokojnie, po angielsku, ale prawie że po arabsku…

- Przepraszam, że to tyle zajęło, i że Twoja habibi musi tyle na Ciebie czekać – powiedział stroskany Danielek. I od razu zapytał, z jakiego kraju arabskiego jest sprzedawca. Nie wyglądał absolutnie na Araba (ja zresztą wyglądam, a nim nie jestem;)

- Urodziłem się w Ameryce, ale moi rodzice są z Palestyny – powiedział przemiły Pan.
– Oj macie tam teraz nieciekawie, wiem coś o tym – powiedział ze smutkiem Danielek, znawca spraw bliskowschodnich.
– Bla, bla, bla…
– Bla, bla, bla…
– To jaka jest ostateczna cena za tego NOWIUTKIEGO, srebrnego, 128 gigowego, odblokowanego iPhone Seven PLUS – spytał Danielek, który nigdy nie płaci za miejsca parkingowe, za seks i nie przepłaca za telefony (jak i za nic innego też nie przepłaca).
– 600$ będzie good. – powiedział uradowany pan Jasir Arafat junior.

Gdybyście zobaczyli serdeczność jego uścisku po tej transakcji. To było nasze „cześć” z domykaniem przez niego serdeczności drugą dłonią. Podawanie sobie dłoni jest odwiecznym dowodem na to, że nie ma się w tejże dłoni broni, którą można zaatakować. Gdy ktoś daje Ci „cześć” jakby dwoma dłońmi, okazuje Ci pełną serdeczność, zaufanie, szacunek. Tak samo pożegnał się ze mną jego około 7-8 letni syn. My, Arabowie musimy się trzymać razem… Teraz cały świat nam przeciwny… ;)
Tak samo serdecznie (no może bez podawania ręki) witał i żegnał się ze mną każdy ze sprzedawców we wspomnianych wcześniej komisach. Uważaj na siebie, Bracie. Wróć za kilka dni, na pewno zatrzymam dla Ciebie jakiegoś Ajfona. Brakowało mi tylko „niech Cię Akbar” prowadzi i już byłbym w n-tym niebie z Huryskami.

Wkrótce opiszę Wam, jak kupuję już od kilkunastu dni laptopa Open Box w Microcenter. Lenovo z freezing touchpadem;) Rozkręciłem go na czynniki pierwsze i wkrótce oddam, bo 200$ za 15 calowego laptopa z procesorem i5-5020U, 8GB RAMu, 500MB dysku uważa, za „za drogo” ;)

    

1. W ogłoszeniu „stało jak byk przed torreadorem”, że telefon ma „lekko porysowany ekran”… NIC sprzedawca nie napisał o tym, że ekran został rozgnieciony, jak ślimak w ustach wygłodniałego Francuza…
2. Łowca jeleni… PIĘĆ tysięcy dolarów za iPhone, którego normalnie bym wyrwał za maksymalnie 800$!
3. Dla wszystkich śmiejących się ze mnie, że na stare lata zgłupiałem i że mam teraz iPhone! Nie kupiłem sobie iPhone, by mieć Ajfona! Po prostu kupiłem sobie kolejnego,  128 gigowego pendrive z funkcją dzwonienia i robienia semojebek ;)

Zablokowanie mnie na kolejne 30 dni na FB tym razem nie nastąpiło przez Arabów, przez lesbijki, gejów, a przez KOD!
Czaicie, że ten trojan Sorosa w Polsce dołączył do żydowskiej short-listy tematów nietykalnych? Świętych krów? Bo chyba wiecie, że Kijowski wiosną tego roku spotkał się w Washingtonie z przedstawicielami amerykańskich władz…? Na szczęście Hilaria poszła się pie… pałować i tylko dlatego jeszcze na warszawskich ulicach nie ma Majdanu…
Zróbcie proszę wszystko, by go NIGDY nie było! Tego Wam, w 2017 roku życzę!