Będzie to notka nie byle jaka, bo dowiecie się z niej, jak Syryjka w banku ucięła mi Ptaka…

Jak na zodiakalną wagę przystało, w Black Friday wahałem się na tyle długo nad tym, co chcę sobie kupić na Mikołaja, że albo wyczerpały się zapasy tych wszystkich dronów, albo drony odleciały w siną dal, albo smartfony powróciły do swoich codziennych cen (czyli np. mój przyszły Honor 8 na newegg.com zdrożał z 265$ do 399$). Tak, spontanicznie chciałem zakupić sobie właśnie tego Honorka, by mieć dwie karty sim w jednym telefonie i by cykać całkiem ładne samojebki mojemu lustru w łazience. Wpadam zatem na net by nabyć telefon online (na tej stronce póki co nie płacę 6% podatku TAX z racji, że jest to handel elektroniczny, podczas gdy kupując na Jet.com, Walmart.com czy BestBuy.com takowy podatek płacę). Wpadam na stronę internetową mojego banku i okazuje się, że mam na koncie tylko 256$, podczas gdy telefon kosztuje… 265$. Słownie DZIEWIĘĆ dolarów dzieliło mnie od szczęścia posiadania nowego telefonu.
Wpadam zatem dzień później po pracy do banku (tak, to ten wiele razy opisywany bank Huntington, gdzie pracują debile, którzy nie wiedzą, co znaczy słowo Free, NO Charge, NO Fee i którzy nie potrafią przepisać danych osobowych z prawa jazdy, itd.).

To była moja druga wizyta w tej placówce. Mnie się oczywiście zawsze pamięta, więc gdy pojawiłem się tam drugi raz, panna Idris już z daleka mnie przywołała, by znów mieć zaszczyt przeprowadzenia ze mną operacji bankowej.
– Dzień dobry, w czym mogę Ci dzisiaj pomóc? – zapytała Idris z nieamerykańskim akcentem. Oczywiście zapytała po angielsku, ja tu piszę tłumaczenie;)

Zawsze mam tak, że przysłuchując się obcokrajowcom, czy to w Polsce czy w USA, próbuję odgadnąć język, którym się posługują. Niemca, Francuza, Włocha, Hiszpana, rozpoznać łatwo. Podobnie Ruska. Ale już Ruska odróżnić od Ukraińca… Gorzej jest z językami bałkańskimi czy ze skandynawskimi, prawda? Więc z takim właśnie trudem nie mogłem rozpoznać akcentu pani Idris.

- Chciałbym wpłacić 500 dolarów (słownie: PIĘĆSET USD) na moje konto – odpowiedziałem bez akcentu. Ja mówię tak niewyraźnie w każdym języku, że trudno zrozumieć cokolwiek, więc co dopiero doszukać się akcentu.

Idris wzięła moje prawo jazdy i dalej już mówiła do mnie po imieniu. Jak się dziś czujesz, Danielle? Nie chcesz założyć sobie karty kredytowej, Danielle? Itd. I właśnie słysząc wymowę mojego imienia w jej ustach zrozumiałem, dlaczego tu na Daniela mówi [Deniol]. Po prostu wymowa [Daniel] zarezerwowana jest dla kobiet o imieniu Danielle. I tym oto sposobem, miła, uśmiechnięta, bezburkowa Syryjka, której akcentu nie rozpoznałem, uczyniła mnie Danielą;)
– No daj się namówić na kartę kredytową, Danielle – nagabywała mnie Idris. Jeśli wydasz nią przez dwa tygodnie 500$, dajemy Ci 100$ gratis. Będzie na świąteczne prezenty jak znalazł. No… chcesz prawda? – ciągnęła Idris…
– Nie chcę! Jak widzisz, mam zawsze pieniądze na koncie, więc nie potrzebuję karty kredytowej. Wiem, że macie plany do wykonania i każdego namawiasz, ale mi jest ona niepotrzebna. Poza tym, zawsze są tam jakieś opłaty, a ja nie lubię płacić za coś, co jest mi zbędne – walczyłem z wpychającą mi kartę panną Idris
– Nie, nie ma żadnych opłat. Wyglądasz na rozsądnego człowieka, więc jeśli tylko będziesz na czas regulował wystawiane przez bank rachunki za płatności, to karta nic Cię nie kosztuje. I 100$ … za darmo…

No i namówiła mnie wredna baba do wyrobienia sobie karty. Ja, bez stałych dochodów, bez stałych wpływów na konto, bez pensji, bez umowy o pracę, bez zaświadczenia o pracodawcy o zarobkach, z zaledwie 256 $ na koncie, dostanę w ameryańskim banku kartę kredytową. Ale jak to u mnie bywa, nie może być za łatwo. Dwie panie z banku (tuż obok Syryjki była murzynka, która kiedyś nie wiedziała co znaczy termin „FREE”, i „No Charge” i „No Fee”) zatrzymały się na tym puncie wniosku w którym wpisuje się dokument z którego wyczytały moją tożsamość. Konto, lata temu założyłem sobie na… polski paszport. A co! Pewnie było tam wpisane jeszcze amerykańskie prawo jazdy, ale że te odnawia się co 4lata, to już tamto wpisane do ich bazy straciło swoją ważność. Tak samo swą ważność stracił mój polski paszport. Panie zapytały mnie, czy wyrobiłem sobie nowy, czy może pamiętam, do kiedy jest on ważny i… przepisały dawny numer jako nowy. Są pewne na 200%, że mój nowy polski paszport ma taki sam numer, jak stary! Były gotowe się o to założyć…! To już powinno dać mi do myślenia, że u tych dwóch idiotek lepiej nie zakładać sobie niczego, prócz ręki na rękę, czy nogi na nogę, czy kurtki na plecy… Ale brnąłem dalej…

- Gdzie pracujesz? Ile miesięcznie zarabiasz? Mieszkasz we własnym domu czy wynajmujesz? Ile wynoszą Twoje miesięczne wydatki na utrzymanie domu? – zapytała Idris, Iris czy jak jej tam…

Gdy powiedziałem, ile mniej więcej miesięcznie zarabiam, i system przemnożył jej to przez 12 miesięcy, zrobiła się całkiem poważna sumka! Od razu kazałem jej jednak wpisać tę mniejszą kwotę (bo podałem, że zarabiam pomiędzy XXXX a YYYY), by… no by. Przecież w USA jestem zaledwie przez połowę roku w roku, więc takiej kwoty to ja na oczy nie widzę nigdy. No ale klik już poszedł i czekam teraz na nieprzyznanie mi karty kredytowej albo na przyznanie mi „prywatnego doradcy finansowego” z amerykańskiego systemu fiskalnego… ;)

- A gdzie spędzasz drugie pół roku? – zapytała ciekawska Idis, Iris, czy może wręcz ISIS?!
– W Polsce, jestem z Polski. A Ty?
– A ja z Syrii… – odpowiedziała o wiele za późno panna Idris. Gdybym to wiedział wcześniej, to nie założyłbym u niej nawet kefiji na moją szlachetną, włoską według jej mniemania głowę, a co dopiero karty kredytowej!
– Myślałam, że jesteś Włochem – kontynuowała swoje zaczepki Idris, ale Danielek (tzn. Daniella) była dzielna i nie dawała się wciągnąć w damsko – damskie rozgrywki.

Był wtorkowy wieczór. Wróciłem do domu, wpadłem na newegg i… i niestety niespodzianka! Dzień wcześniej, w poniedziałek na owej stronie mój Honor jeszcze widniał za 265$ z uwagą, że promocyjna cena trwa jeszcze dwa dni (słownie: DWA dni), a tu już we wtorkowy wieczór cena wróciła do normy (399$). Wrr, brr i GRR!

Ale o wiele większe GRR, i WRR zrobiłem, gdy w sobotnie popołudnie zerknąłem na bilans mojego konta w banku i nie wpłynęło nań owe 500$, które wpłacałem kilka dni wcześniej u Idris! To nie miało prawa mieć miejsca, gdyż pieniądze tak wpłacane, księgują się natychmiast! Zazwyczaj nie biorę wyciągu z dowodem wpłaty, albo wyrzucam go tuż po powrocie do domu, ale tym razem go zachowałem. Patrzę o oczom nie wierzę.

Idris (której imię powinno się chyba pisać jako IDrisk), która miała przed sobą mój amerykański dowód osobisty (tzn. prawo jazdy), która z niego wstukała moje dane osobowe, która mnie jeszcze pytała, czy mój adres, który jej się wyświetla z komputera jest aktualny, wpłaciła jakimś cudem moje 500$ na zupełnie inne konto! Na wydruku z potwierdzeniem wpłaty nie ma żadnych danych osobowych, tylko są cztery ostatnie cyfry numeru konta (których nie mamy obowiązku pamiętać) i jest stan konta przed zasileniem (mój wynosił 256$, a ten z wydruku wynosił 78$). Czyli wpłata poszła NIE NA MOJE KONTO!

Pół doby stresu, czy uda mi się to jakoś odręcić i w niedzielny poranek gonię do tegoż banku (ma siedzibę w markecie, więc działa nawet w niedzielę). Obsługuje mnie Amerykanin Jason. Tłumaczę, co zaszło, pytam, jak mogło do tego dojść i on też nie miał pojęcia. Jakimś cudem odczytał z mojego wydruku cały nr konta, na które poszły moje pieniądze. Ustalił numer telefonu mylnie obdarowanej moimi pieniędzmi osoby i w niedzielne południe zadzwonił do jakiejś tam Amanda, czy kilka dni temu nie dostała niespodziewanie 500$ na konto?

No pewnie, że dostała. A, że nie widziała od kogo, to przelała je sobie na konto oszczędnościowe. A więc pyta Jason, czy z racji tego, że zostały one przelane przez pomyłkę, to czy może je cofnąć z powrotem na właściwe konto? No nie ma sprawy, zabieraj, odlewaj, przelewaj, cofaj, skoro jakaś cofnięta w rozwoju Idris popierdoliła sprawę. Jason oczywiście nie wie, jak to zrobić, więc obdzwania w niedzielę połowę ludzi z centrali, by jakoś to odkręcić. Dostaję informację, że może to potrwać 5 dni roboczych.

- Jakie rampampam pięć dni roboczych?! – wkurza się Daniella. Ja chcę moje pieniądze jak najszybciej! I tak straciłem przez Was blackfridayowy Deal, tracąc 134$ na telefonie – piekli się Daniella.
Jason znów dzwoni, kolejna szefowa pozwala mu udzielić mi jakiegoś kredytu na 500$, który wejdzie na moje konto już jutro. Sorry, very sorry, holly glory.

Czy trzeba Wam więcej dowodów, że w Ameryce pracują DEBILE? Dzień wcześniej rozmawialiśmy w pracy o tym, że jeszcze nie spotkaliśmy żadnego Araba, który by pracował SUMIENNIE, dokładnie, z głową. Jeśli coś ma zrobić, to robi to na ODPIERDOL! Zawsze! By mieć więcej czasu na swoją habibi, na swoją kozę, czy na swoje rampampamy! Wystarczy pojechać do dowolnego kraju arabskiego, zagościć w dowolnym hotelu dowolnej klasy, by stwierdzić, że wszystko jest odpierdolone jak przez pijanego polskiego majstra w poniedziałkowy poranek. No może w Dubaju i ZEA wszystko jest cacy, bo inaczej szejk upierdoli im nie tyle wypłatę, co głowę, ale w reszcie świata, arabowie robią wszystko na odpierdol! (ty się niewierny ode mnie!). I tak też Idris zasiliła „moje” konto.

Gdy już wszystko się wyjaśni i wyreguluje, gdy już wpłyną pieniądze od Amandy, spróbuję wystąpić o jakieś zadośćuczynienie, co?
A żeby nie było, że debile są tylko w USA, przytoczę Wam dzisiejszy przypadek z moich ogłoszeń na OLX. Jest to jeden z kilkunastu, który miał miejsce z moimi ogłoszeniami na tymże portalu.

Ale o tym dopiero jutro…

1. Wkrótce opublikuję tu swoją kartę (gdy mi ją wydadzą). Zrobicie nią zakupy na te 500$, bo ja nie mam pomysłu, co sobie kupić. Wówczas dadzą mi 100$ „w gratisie”;)