Oby teraz nie zeszła na sukę, i to głupszą, niż to przewidują wszystkie ustawy Kongresu razem wzięte!

Ktoś pytał mnie, jak Amerykanie reagują na te wybory… Zawsze się wydaje, że to są najgorsze wybory, jakie mieli do tej pory, a później wychodzi na to, że za kolejne 4 lata jest jeszcze gorzej. 8lat temu był wybór między potomkiem parobka z pola bawełny, a McCainem…

Wygrał dobrze wytresowany politycznie Afroamerykanin, gdyż był przyklejony do o wiele lepszego od siebie viceprezydenta Bidena. Jakie miał sukcesy Obama w ciągu tych dwóch kadencji, lepiej nie mówić… Nie pisać. OK, doczekał się mojego nieszczerego listu, na który równie enigmatycznie odpowiedziała jego sekretarka i tyle jego sukcesów. Jako pokojowy noblista, za jego kadencji wybuchło więcej wojen, niż za kilku jego poprzedników razem wziętych. O jego politycznym miernactwie świadczyła chociażby chęć siłowego obalenia prezydenta Syrii – Asada. I inne takie kurwa rzesz trzecia mać pomysły.

Czy i jak Amerykanie przeżywają te wybory…? A no przeżywają. STRASZNIE! Moja ulubiona żydowska babcia jest Trampkarką. Jej córka jest Clintonówką. Babka mimo prawie 90lat na karku, jest tak świeża na umyśle, że wyrzekłaby się własnej córki, oby tylko Trump mógł wygrać. To dowodzi faktu, że podziały się w tym przypadku zarysowały naprawdę duże. Ja jestem z oczywistych względów także Trampkarzem. Moj lewacki były kolega z Anglii straszył mnie, że jak Trump wygra, to wywali mnie z USA, skoro ciągle nie dorobiłem się amerykańskiego obywatelstwa. To samo pierdolenie usłyszałem dziś od innego mojego znajomego z Polski, gdy tenże dowiedział się z mojego Facebooka, że właśnie śmigam na wiec Donalda Trumpa, który dobę przed zakończeniem kampanii przybył do mojego miasta.
Dareczku i Roberciku, Trump mnie nie wywali, chociażby z tego względu, że płacę w tym kraju podatki wyższe, niż sam Donek;)

Tak jak Trump głosił w jednej ze swoich przemów, jego przeciwnicy mają wszystkie media za sobą, przez wieki zasiadają na stołkach politycznych USA i reszty krajów świata, mają nieograniczony kapitał na kampanię wyborczą i na pranie mózgów, więc… więc widzieliście chyba, jak sprali mózg tej biednej Clinton? Zostały w nim już tylko szyszki i piasek i ten tajemniczy implant, który raz na jakiś czas dostaje zwarcia i robi ona te swoje kretyńskie miny, gesty, itd. I taki ktoś ma zostać prezydentem? Dostać na nocną szafkę walizkę z kodami atomowymi?

Kampania jaka była, każdy widział, nawet w Polsce. Trumpa jedyne, za co można winić, to za szczerość. Bo to dzisiaj, szczególnie w politycznych mordach – rzecz bardzo rzadka, wręcz nieobecna. A on mówi, co myśli i dobrze mu i mi z tym. Nienawidzi imigrantów, bo nienawidzi ich większość społeczeństwa KAŻDEGO kraju świata! My nie lubimy Ruskich, Ukraińców, Czeczenów, Żydów, itd. Niemcy, Francuzi, Włosi, Litwini, Ukraińcy, Rosjanie nienawidzą nas (i to wcale nie za naszą niechęć do przyjmowania „uchodźców”, za Karakale, za Fiata 126p, za Wilno, za UPA, za zdobycie Moskwy – jako jedyni najeźdźcy w ich historii). Nie ma żadnego kraju, który lubiłby szarosięgoszczących przedstawicieli innego narodu. Najbardziej wszystkich nienawidzą… Japończycy. Są takimi ksenofobami, że gdyby nie ich wrodzony spokój i kultura, wyżynaliby nas swoimi samurajskimi mieczami już na lotniskach, tuż po naszym wylądowaniu w ich Tokio czy Hokkaido.

A zatem, Trump tylko… mówi prawdę. Skoro jakaś baba wygląda i żre jak świnia, to nie nazywa jej lwem salonowym, który zna zasady stołowego Savoir-vivre. A właśnie to, w spotach wyborczych Clintonowej jest mu zarzucane, że brzydko mówi o jakiejś pani, że jest seksistą, że nabija się z amerykańskich generałów, gdyż lepiej od nich zna ISIS, i że impulsywnie wykrzykuje, że czegoś tam nie pamięta. HIPOKRYZJA Clinton i jej sztabu sięgnęła zenitu. Ta zaimplantowana piczka, która impulsywnie robi z siebie idiotkę, przy której Ewa Kopacz na czerwonym dywanie w Berlinie to nie tyle lew salonowy, co nawet wersalski tygrys, zarzuca innym, że mają impulsywne zachowania?

W uczciwych wyborach Trump wygrałby w przedbiegach. Kraj złożony głównie z imigrantów wybrałby antyimigranckiego przywódce – to jest właśnie demokracja. I to jest dowód na to, co złego dzieje się obecnie na świecie. Pierdolony najazd na Europę bandytów pewnej orientacji religijnej… Niestety, przez te wszystkie cuda nad urną, pewnie wygra o mały promil Clintonowa. Wówczas pozostanie mi czekać na wizytę „smutnych panów w czerni” i wypad na kubańską wycieczkę do Guantanamo.

A co do żywej reakcji Amerykanów na wybory. Byłem dziś w Microcenter. To taki sklep dla maniaków komputerowych. To jedno z tych miejsc w Michigan, gdzie spotkasz najmądrzejszych ludzi tego stanu. Komputerowców, matematyków, informatyków, itd. Wielu z nas ma tych wszystkich geeków (maniaków komputerowych) za… geeków (palantów, dziwaków, nudziarzy). Ale właśnie dziś w owym Microcenter przysłuchałem się ciekawej rozmowie pracowników tego sklepu. Rozmawiał Geek (biały, ok 40latek, z kompetencji informatycznych pewnie nie mniej obeznany niż Bill Gates), z dwoma minigeekami (czarnym i żółtym). Mówił im, że głosuje na Trumpa, gdyż jego kuzyn, po powrocie z Syrii (chyba był zaangażowany w wydarzenia z Bengazi) mówił wszystkim, co tam się stało i jak naprawdę wygląda wojna. Stał się przez swoją szczerość osobą, której nigdzie się nie zatrudnia. On i jego rodzina za rządów Obamy, czyli Demokratów, więc i pani Clinton (która miała głęboko w swojej menopauzalnej piździe bezpieczeństwo amerykańskich placówek dyplomatycznych) jest społeczną czarną owcą. I właśnie dlatego, że Clintonowa nie ma poszanowania dla niczego, dla amerykańskich wartości, dla patriotów, dla żołnierzy, weteranów, dla nikogo, tenże zagłosuje na Trumpa.

Wróciłem do domu i ujrzałem w newsach, że za 2 godziny Trump będzie zaledwie pięć kilometrów ode mnie. Specjalnie dla Was, mimo rozkładającej mnie choroby pogoniłem na spotkanie z nim. Mając nadzieję, że Donald jak wszystkie gwiazdy, spóźni się trochę, zajechałem zaledwie 10mint przed zaplanowanym na 18:00 spotkaniem.. A tenże już przemawiał. Słychać Go było i entuzjazm na Jego słowa już z kilometra. Szczery, prawdziwy, pełny nadziei entuzjazm kilku tysięcy ludzi. Stanąć samochodem było tak ciężko, że do 1-szego wolnego miejsca parkingowego miałem dalej, niż do domu.. Tuż przede mną szukała wolnego miejsca pewna arabska księżniczka w swoim Maserati. Pewnie chciała usłyszeć, czy gdy Trump wygra, to odbierze jej to piękne auto i wygoni z powrotem do Syrii, Iraku, Iranu, Kuwejtu, Arabii, czy skądże ona była..

W drodze na spotkanie, nagabnęło mnie dwóch kolesi. Pytali, czy mam albo czy chcę papierosa. Nie miałem/nie chciałem, więc zapytali mnie w jakimś obcym języku, czy chcę coś, sroś czy owoś. Wyglądali na dwóch arabów, którzy szli na owe spotkanie dla zadymy. Nie tyle burd słownych czy wiecowych czy racowych, a po prostu by być i szerzyć jakiś zamęt. Ot taki KOD na pogrzebie Inki… Niestety, chętnych na spotkanie z Trumpem było tylu, że w kolejce musiałbym przestać całą jego przemowę. Wsłuchiwałem się zatem nie tyle w jego słowa, a w rozmowy ludzi wokół mnie…

- Nie jest ważne, kto jest lepszy, O wiele ważniejsze jest to, kto jest dla nas GORSZY – rozmawiali przybyli na ten wiec Amerykanie. Przypomina Wam to coś?
– Jestem za legalizacją medycznej marihuany. Moja kuzynka zażywała leki za 7tys. dolarów rocznie i niewiele jej pomagały. Od kiedy bierze leczniczą marihuanę, jej ataki zanikły, ale nie może nigdzie wyjechać, gdyś jak pojedzie np. na wakacje do stanu, gdzie owa marihuana jest zakazana, to łamie prawo. Nie wspominając już o Kanadzie (do Kanady mamy z Michigan 20-30km, i wiele ludzi wpada tam po tani alkohol).

Stojąc 100-200metrów od stadionu na którym przemawiał Trump, i tak każdy włączył w swoim telefonie jego przemowę, by lepiej słyszeć. Globalizacja… Ot i tak skończył się jeden z przedostatnich wieców wyborczych Trumpa. Około 100 samochodów i motorów policji dbało o jego bezpieczeństwo, pokazało obywatelom łażącym po drodze jak święte krowy, że są od chronienia nas tu, a nie wystawiania nam mandatów, i pozostało mi trzymać kciuki, by za 2dni okazało się, że Ameryka jest ciągle opadła na psach, a nie na suce…






1. Przejazd oby to 45-tego prezydenta USA… :) Ten film pokazuje, czym jest Ameryka. Idziecie na czerwonym, na oczach kilku policjantów, a oni, zamiast wystawić Wam mandat, naprawdę wstrzymają ruch, by nic Wam się nie stało. W Polsce, pamiętam, był remontowany fragment drogi, gdzie panował zakaz ruchu dla samochodów, a mimo to, milicjanci stali i wlepiali mandaty każdemu, kto miał czelność przejść na czerwonym. Nie dajcie się zmylić,że USA to policyjne państwo. Ja tu nie muszę rejestrować numeru prepaid. Mam go na NIKOGO, a Wy?
2. Niech jej się te dwa zwoje mózgowe zepną kiedyś na tyle skutecznie, by marchewka czy bakłażan przy niej były naprawdę inteligentnym warzywem… ;)

A tak na marginesie. Zamach na kandydata na prezydenta USA przeprowadzić jest banalnie łatwo. Policji jest pełno, w radiowozach i na motorach, ale NIKT nie liczy, ile jest tych pojazdów (motorów czy  aut policji stanowej lub lokalnej). Wystarczy wjechać w 16milę autem chociaż przypominającym pojazd policyjny (Ford Grand Victoria, Dodge Charger, itd.) oklejony lub okogutowany) i można „eskortować” przyszłego prezydenta…  Banaszka… ;)