Jadąc na niedzielny objazd miasta, czyli dla strawy cielesnej od Rite-Aid do Rite-Aid;) Od Walmart do Meijera, od Targetu do Krogera, itd., a dla strawy duchowej od kościoła po meczet, naglę spokojną trasę mojej samochodowej wędrówki przeciął rozpędzony radiowóz. Cop właśnie coś gadał do radiostacji, więc myślałem, że śpieszy się na niedzielny obiad i woła do żony, by ta odpalała mikrofalówkę, bo on już pędzi. Minutę później w podobnym tempie minęły mnie trzy zastępy straży pożarnej i kolejny policyjny radiowóz (ależ to głupia polska nazwa samochodu policyjnego, przecież teraz każde auto wozi w sobie radio;). A zatem, widząc tę pędzącą kawalkadę pojazdów uprzywilejowanych, nie pozostało mi nic innego, niż ich ścigać. Trzymałem się te przepisowe 500 stóp za nimi, i mimo braku sygnałów dźwiękowych, błyskowych i dymnych, dogoniłem ich szybciej, niż oni znaleźli pożar.
Palił się wielki miejski transformator w lokalnej stacji wysokiego napięcia. Oczywiście strażaki nie takie durne, jak ja, więc dobrze wiedzieli, że urządzeń pod napięciem nie gasi się wodą, a czeka aż wszystko się pięknie wypali, olej z trafa wyparuje, wszystko się stopi, zewrze ze sobą, i taką kupkę kopcącej się miedzi i amulinium (którego nie da się pomalować) można spokojnie przykryć pianą gaśniczą, by można było za coś wystawić rachunek.

Transformatorowe palenisko znajdowało się tuż przy torach. Na miejscu 3-4 jednostki straży pożarnej, 5-6 radiowozów i Danielek. Danielek, jak to Danielek, polezie zawsze tam, gdzie nie można. Gdybym był Nowojorczykiem, to 9/11 pewnie byłbym jedynym, który brnąłby pod prąd tysięcy uciekinierów z Ground Zero. Ale w Sterling Heights 10/24 jarał się tylko trafo, a nie dwie wieże. Przelazłem przez tory i podszedłem prawie że pod palenisko. Podszedłbym pod sam ogień i przypiekł sobie kiełbaski, ale bałem się, że albo dostanę jakiś mandat, albo spadnie na mnie jeden z przewodów BARDZO wysokiego napięcia, który wisiały kilka metrów nade mną.

Cała ta sytuacja uzmysłowiła mi po raz kolejny, że w USA jest ze służbami mundurowymi tak, jak zresztą ZAWSZE to czuję, gdy widzę amerykańskiego żołnierza, policjanta, strażaka. Wiem, że ONI są dla MNIE.
Naprawdę! Leci nad Tobą F-16, albo Apache, albo dwuwirnikowy śmigłowiec Chinook i wiesz, że oni są tu dla Ciebie. Że poszli do wojska, policji, staży pożarnej, by naprawdę służyć temu krajowi, więc i Tobie. Nie dlatego, że liczą na emeryturę po 15latach „pracy”, czy na kosmiczne przywileje mundurówki. Oni tu naprawdę wierzą w to, co robią.
Wiesz, że ów F-16, gdybyś był Amerykaninem poleci w każdy zakątek świata, by Cię odbijać z rąk terrorystów. Że lata nad Tobą nie dlatego, że jakiś minister czy premier polskiego rządu wziął łapówkę od jego producenta. A strażacy… W Polsce też mili i uprzejmi, ratują tych wszystkich drogowych roztrzaskańców, ratują nas przed gniazdami os, nawet nasze kotki ratują przed tym, że głupie wdrapać się na drzewo umiały, ale zejść już nie…

A zatem, łażąc tak po zakazanym terenie pożarowym, będąc 2x bliżej paleniska niż strażacy, ci z troską o mnie kazali mi się oddalić. W Polsce, stojący tuż obok nich policjanci wlepiliby mi mandat za łażenie po torach, czy inne paragrafy, a tu… to jest naprawdę wolny kraj! Zobaczycie, że Ameryka zostanie ostatnim wolnym krajem świata. Może nie w pełni wolnym, ale na pewno nie kajdanującym swoich obywateli tak, jak inne kraje poprawnych politycznie tworów typu Unia Europejska. Tu kupuję sobie nr tel. w Walmart i nikt nie każe mi go rejestrować! A niby to nieustannie podsłuchiwani obywatele przez ten straszny amerykański rząd, robią co chcą. Młodzi terroryści przez miesiące wypisują w internecie swoje pełne nienawiści hasła i posty, i nikt im nic nie robi, nie łapie, nie ściga. Ot po fakcie tylko służby ujawniają, co dany delikwent miał na swojej tablicy FB.

Powracając do dzielnych strażaków… Tydzień przed niedzielnym pożarem zrobili przed jednym z marketów w Rochester Hills pokaz, jak niebezpieczne są zabawy i nieostrożne posługiwanie się ogniem. Był pokaz gaszenia gorącego oleju, prezentacja szybkości palenia się świątecznej choinki, itd. Oni, strażacy dumnie stali przy swoich lśniących maszynach, a mieszkańcy miasta byli jeszcze bardziej dumni z tego, że mają takich odważnych Firefightersów. Tak się tu ich nazywa, w ramach poprawności politycznej, by nie używać słowa Fireman, bo zaraz Firewomen się obrażą, że dlaczego MEN, a nie WOMAN? A właśnie jednym z tych wielkich strażackich pojazdów (mija mnie jadąc z naprzeciwka już bez sygnałów) kierowała taka malutka, drobniutka pani strażaczka.

Wypalony transformator zasilał między innymi… światła drogowej sygnalizacji świetlnej. Na szczęście to była niedziela, bo gdyby zdarzyło się to w dzień roboczy, to miasto zostałoby zakorkowane na amen, na akbar i na akysz na dokładkę! U nas, w razie takiej awarii zaraz policjanci pojawiają się na skrzyżowaniach newralgicznych dróg, i machając białymi rękawiczkami udają semafory drogowe. W USA zasada jest prosta. KAŻDE skrzyżowanie, nawet głównej drogi 3-4 pasmowej, z innymi drogami staje się skrzyżowaniem równorzędnym, na którym każdy musi przySTOPować i ruszyć chronoligicznie – kto pierwszy przySTOPował, ten pierwszy rusza. Danielek oczywiście… grzecznie przeprosił chłopaków z trzech wielkich pickupów, że go nie rozjechali w ostatniej sekundzie filmu;)

Nie, że wymusiłem na nich przejazd… Po prostu się nie zrozumieliśmy. Jeden z nich machnął ręką kierowcy auta stojącego przede mną, by ten jechał… Myślałem, że przepuszczają całą naszą dwupojazdową kolumnę… Ale mimo tego, że mieli pierwszeństwo, że mieli chęć ruszyć… żaden nawet nie zatrąbił… – Ameryka! :)


Tam powyżej jest film. Wyświetla się Wam jego miniatura? Jeśli nie, to napiszcie proszę w mailu lub komentarzu, z jakiego systemu i przeglądarki korzystacie, że tego nie widzicie:( Będziemy naprawiać:)