Korzystając z prawie że wolnego dnia (sobota, w którą pracowałem tylko 7 godzin), pojechałem do pobliskiego względem mojego miejsca pracy – Pontiac, Michigan.

Jest to jedno z biedniejszych miast stanu w którym mieszkam. A biedne stało się na swoje własne życzenie, gdyż dało się zaczernić w stopniu bardzo wysokim. Przejrzystość powietrza wynosi w tym mieście zaledwie 48%, co oznacza, że gdybyśmy tak przyciemnili sobie szyby w naszym aucie i miały one 52% ciemności, to żaden polski diagnosta ani żaden burek z drogówki, ani nawet krawężnik z osiedlowej uliczki by nas autem z tak ciemnymi szybami dalej nie puścił… Ale Pontiac puszcza się sam. Najczęściej puszcza się z dymem (dlatego pontiacka straż pożarna NIE ISTNIEJE, bo zbankrutowała). NAPRAWDĘ! Nie wyrabiali na wodę do sikawek!

Ale to jeszcze nic, bo pobliskie Detroit ma 82 % nasycenia dwutlenkiem węgla w powietrzu…! A co najciekawsze, caaały, piękny, czysty, jeziorowy, 10 milionowy stan Michigan ma tylko 14% nasycenie ciemną stroną mocy, więc wyobraźcie sobie, jak cudownie i jasno jest na tego stanu północy…

No i zrobiły się wykłady z chemii i wierszoklectwa, a wiem, że nie po to wchodzicie na ten blog.

A zatem, pojechałem do Pontiac, gdyż mieści się tam jeden ze sklepów ABC Warehouse, którego jeszcze nie odwiedzałem. Miałem nadzieję, że kupię jakieś okazyjne radyjko do auta (piąte z kolei;), głośniki, kolumny, whatever, byleby był GUD DIL:)

Wjechałem do owego miasta o godzinie 15:20. Sobota, bogate miasta USA tętnią wówczas życiem. Ludzie gonią na zakupy, gdyż ich konto bankowe i karta płatnicza wreszcie świecą jakimiś środkami pieniężnymi, z wpłaconego dzień wcześniej czeku. Sklepy, jadłodajnie, knajpy, wszystko pełne ludzi. W miastach typu Birmingham czy Royal Oak, gdzie istnieją chodniki dla pieszych, skwery, a sklepiki i kawiarnie znajdują się przy głównych, kameralnych ulicach miasta, najładniejsze dupeczki ze stanu Michigan wychodzą na polowanie, by wyrwać kogoś bogatego z tamtych okolic, z kim miło spędzą wieczór, noc, resztę życia. A w Pontiac – ZERO życia. Jakby właśnie Obama przez pomyłkę (bo jak wiemy, politycznie to on rozumem za bardzo nie grzeszy) zamiast na syryjskie Aleppo, atomówkę posłał na Pontiac, MI.

A wiecie, że rok temu, gdy michigańskie polityczne lewactwo wyprosiło władze stanowe, by ściągnąć więcej syryjskich uchodźców do Michigan, to sprytne władze się zgodziły pod warunkiem, że zasiedlą oni specjalnie dla nich odnowione pustostany Pontiac. Pierwsza syryjska rodzina przyjechała, rozejrzała się, wrzuciła na fejsa kilka fotek okolicy, kilka fotek czarnych sąsiadów, i… cała reszta Syryjczyków nie była już tak głupia, by tu przyjechać i wszyscy masowo popierdolili do Niemiec.

Zjeżdżając z autostrady prowadzącej do Pontiac, na której gonisz 140km/h (wprawdzie można na niej jechać 112km/h, ale kto by się tak wlókł) i nagle wpadasz do Pontiac, gdzie by nie rozjeżdżać miejscowej ludności, musisz jechać 40km/h, świat nagle staje, zastyga. W dzień roboczy widać tylko dwa oblegane miejsca – sąd (gdzie codziennie sądzi się kilkuset mieszkańców za czyny niezgodne z prawem) i ośrodek pomocy, gdzie pozostała część dostaje środki na przeżycie. W sobotę, z racji tego, że sądy i tutejszy MOPS są zamknięte, ludzi nie ma tam WCALE!

Bez nawigacji pobłądziłem po Pontiac na tyle skutecznie, że chcąc nie chcąc zwiedziłem owo miasto wszerz i wzdłuż. I na ukos i na przeciwprostokątną. Co mnie zszokowało najbardziej? Zamknięte wielkie centrum handlowe Sears. Sears zawsze buduje tak wielkie centra handlowe, bo do niego zazwyczaj dokleja się ekskluzywny Macy’s, biedny JC Penny, a do nich trojga galeria na minimum 100-200 sklepów, restauracji, fast-foodów, itd. W moim Sears w Sterling Hgts. dziwiło mnie kiedyś, że upadł jeden ze sklepów owej galerii. Wszedłem do środka tego pustostanu, popatrzyłem na to zlikwidowane właśnie sklepisko i zrobiło mi się żal, bo wiem, że tak najczęściej zaczynają się początki końca. Na szczęście ów „mój” Mall jest jednym z większych tego rodzaju w Michigan, więc ciągle żyje i całkiem nieźle się miewa. Ale za to podobno Macy’s mają się zamykać. Ów Sears w Pontiac padł i … teraz żałuję, że nie podszedłem bliżej, z kamerą, może nawet do środka i nie pokazałem Wam tego upadku na ryj. Wiem, że póki nie znajdziecie się w takim miejscu… Póki nie poczujecie zapachu pleśni, grzybów, mchów porastających wszystko, póki nie zobaczycie nacieków z przeciekających, nieremontowanych, nieodśnieżanych zimą dachów – to nie poczujecie owego upadku na własnej skórze. Nie dostaniecie tych dreszczy, przerażenia, horroru. Pojęcia nie macie, jak natura szybko odzyskuje to, co człowiek jej zagarnął przed dekadami. Ziemie, przestrzenie, swobodę. Naukowcy kiedyś wyliczyli, jak szybko, gdy zabraknie na ziemi pasożyta w postaci człowieka, natura wszystko pochłonie… Każdy drapacz chmur, chodnik, drogę. BARDZO SZYBKO.

Pontiac zatem powrócił już do natury. Zwierzęta swobodnie mogą biegać po ulicach i nic im nie grozi. Ograniczenia prędkości na tamtejszych ulicach takie, że nie tylko gepard czy gazela, ale nawet żółw czy leniwiec może nas wyprzedzić bez problemu. I gdy tak powoli i możesz wszystkiemu się przyjrzeć… przytłoczył mnie widok małej, białej dziewczynki siedzącej na rozpadającym się pick-upie ojca. Taka jakby owieczka wrzucona przez kogoś na pożarcie stadu wilków… Jakby była tam przez pomyłkę. I od razu przypominają się sceny z amerykańskich filmów, o „zapadłych dziurach” z których nie ma ucieczki… W Polsce, na jakim zadupiu byście nie mieszkali, to zawsze można uciec – stąd się wydaje, że się po prostu nie da. Ale Ty ucieknij stamtąd dziewczynko, UCIEKNIJ!

Podjechałem pod inny jakiś jeszcze istniejący mall (centrum handlowe). Wchodzisz do sklepu i tambylcy patrzą na Ciebie wręcz z wypisanym na czole – „o patrz, BIAŁYYY!”. Ale ów biały jest na tyle niebiały, że szybko wtapiam się w ten przyciemniony tłum. Moja paskudność ma swoje zalety i ja naprawdę wszędzie jestem brany za „swojego”. Cyganki wróżące na kazimierskim rynku, mi nigdy nie chcą wróżyć, bo ja „swój”, Arabowie w Hamtramck machają mi Akbara na powitanie, gdy się zapuszczam do tej arabskiej metropolii, a w takim np. Pontiac murzyni pozdrowieniowo krzyżują paluchy na mój widok. Po prostu potrafię w sprzyjających okolicznościach mieć spojrzenie wariata/furiata/dewianta, które w takich miejscach jest niezbędne do przeżycia. Po prostu nie dajesz po sobie poznać, że jesteś tu obcy, że nie jesteś stąd, że nie masz za paskiem gnata, ot taki home boy ze mnie;)

I taki właśnie swojak przeszedł się po Pontiac. Co zaskakuje. Wiele tambylczyń ma tak kurewskie spojrzenie, że po prostu nie wiesz, czy to zwykła ulica, dzielnica, czy może już rejon czerwonych latarni. Robią to oczywiście z przekory, patrząc tymi swoimi wielkimi, dzikimi, czarnymi oczami w niewinne, niebieskie oczęta białej owieczki (baranka się znaczy). Ale ludzie są uprzejmi. Naprawdę. Starsza murzynka pyta mnie w sklepie odzieżowym, czy ładnie wygląda w białej, zimowej kurtce? Odpowiedziałem że świetnie, mimo, że kurtka była na nią o wiele za duża (ale przewidziałem, że w zimie będzie się grubiej ubierać). W tym też mieście po raz pierwszy ujrzałem tabliczkę na sklepie, że zakazują wchodzić do niego z bronią (zwykły sklep odzieżowy Forman Mills). Oczywiście gdy o tym mówię w pracy, czy wrzuciłem zdjęcie na Insta, to mi wszyscy piszą, że przecież te tabliczki są wszędzie! NIE MA! Jaj sobie nie róbcie! Moje „wszędzie” i Wasze „wszędzie” to są zupełnie inne „wszędzia”! Ja zauważyłem ją pierwszy raz, bo w tego typu miejscach, gdzie na „zakupy” przychodzi się z bronią a nie z portfelem, przebywam naprawdę rzadko. W tym samym sklepie po raz drugi w USA ujrzałem kogoś, bez kompletnego uzębienia. Raz był to młody redneck, który zimą zajechał pod Walmart swoją przeżartą przez rdzę solniczką (pickupem, którym zimą jeździ po drogach i ze specjalnego młynka z tyłu auta rozsypuje sól drogową). Cykałem fotki jego złomka, rdzy, szpar w karoserii takich, że można było przez nie wypaść na zewnątrz auta, a ten podszedł i… – i z niekompletnym uśmiechem na twarzy, szczerym i serdecznym, zapytał, czy może potrzebuję odśnieżania? W Pontiac podobnie niekompletna stomatologicznie była młoda murzynka na kasie. Pojęcia nie macie, jak w kraju idealnych uśmiechów, śnieżnobiałych ząbków, rzuca się w oczy coś takiego.

W ABC Warehouse w Pontiac nie kupiłem NIC! Radio, które wyrwałem w innym sklepie tej sieci za 20$, u nich kosztowało 120$, więc ów mój wyjazd był „w plecy”. By kupić coś naprawdę w dobrej cenie, trzeba się nieźle najeździć, albo przypadkowo wpaść na niespodziewaną wyprzedaż. Odwożąc wczoraj matkę na imprezkę, ot tak przypadkiem zajechałem do Rite-Aid (apteka), by sprawdzić, czy może mają białka dla siłaczy za 25% ceny. Białek od wiosny już nie ma, ale za to patrzę i oczom nie wierzę. 375ml Gin Gordon’s przeceniony z 3,99$ na 2,03$… Wychodzi 22zł za litr…

- Ile ich macie? – zapytał ginolubny Danielek.
- Zostały tylko trzy – odpowiedziała pani sprzedawczyni.
- Dawaj wszystkie!

I tym sposobem, miałem wracać już do domu, ale prosta droga zamieniła się w pajęczynę, która łączyła kolejne Rite-Aidy. Niestety, ten sam deal był tylko w jednym z pięciu odwiedzionych przeze mnie Rite-Aid, więc… by zamortyzować sobie czas i galony paliwa, które spaliłem, nabyłem 7,5 litra trunków za 47$. Przepiękna jest mina sprzedawców, gdy na ich pytanie – „ile podać”? mówisz – „DAJ WSZYSTKO, CO MASZ!”. I gdy tak obładowany wychodzisz ze sklepu, mijasz w drzwiach arabską rodzinę, która patrząc na te grzeszne trunki rozpierzcha się, jakbym miał na sobie bombę, albo jakbym prowadził na spacer dwa prosiaki. I uspokajasz ich, że „zbliża się mroźna zima, Wy też zróbcie zapasy!”.

TAK, wiem, ktoś mnie kiedyś zabije za tego typu odzywki!
No to zdrówko!

  

1. Refugees welcome:) VERY welcome…:)
2. Tego typu „szyby” zobaczysz tylko w Detroit i Pontiac;)
3. Na zakupy do naszego sklepu lepiej przyjdź z portfelem, niż z bronią. Nie wiem, jak Wy, ale ja naprawdę widziałem to po raz pierwszy!

Dostałem kilka informacji, że nie wyświetlają Wam się zdjęcia na blogu. Proszę o info, czy te powyższe trzy zdjęcia widzicie, a te w poprzednich notkach NIE? Wówczas przeedytuję notki. To nie moja wina, po prostu Google wyłączył Picasę, zastąpił ją jakimś gównem dla palcowaczy smartfonów i widzę, że linkowanie miniatur nie działa:( Pisząc, czy widzicie czy nie, zaznaczcie proszę, jakiego komputera z jakim systemem i z jaką przeglądarką używacie (IBM czy Apple, Windows 7,8,10? Chrome, Firefox, Opera, czy co?:) Z góry dziękuję:)