Specjalnie dla jednego z moich Czytelników, zaczerpnąłem temat tejże notki, od Doroty Masłowskiej. A co! Niech ma. Niech, skoro ja tu bełkoczę dla niego niezrozumiale, chociaż tytuł notki będzie dlań zrozumiały i swojski…
Tak, wiem, złośliwy skurwiel ze mnie. Pamiętliwy. Prawie tak złośliwy, jak Rumuni z Rochester Hills, MI…

Mój amerykański best BOSS ever, młodszy ode mnie o kilka lat Rafałek ma piękny, kilkuset m2 dom w świetnej dzielnicy bogatego, białego miasta. O dom swój dba tak samo, jeśli nie lepiej, niż Angela Merkel o syryjskich „uchodźców”. Rafał co roku myje myjką ciśnieniową cały dom z zewnątrz, czyści rynny z zalegających tam liści i śmieci, lakieruje kamienną elewację swojej hacjendy by kurz i mchy nie wnikały w strukturę kamienia, lakieruje cedrowe klepki, które corocznie blakną w michigańskim słońcu, itd. Dom ciągle wygląda tak świetnie, jakby wczoraj został wybudowany i oddany do użytku.
Przed swym wielkim, pięknym, zadbanym domem Rafał ma coś, co ma tylko promil Amerykanów. Jednocześnie jest to coś, co w Polsce ma większość naszych rodaków przed swoimi polskimi domkami…
Wiecie, w czym przebijamy Amerykanów tysiąckrotnie? W ilości podjazdów przed domem zbudowanych z kostki brukowej! Rafał sam, co tydzień ścina trawkę przed swoim domem. Tzn. trawę! Trawkę nie wiem, czy podcina, ale kwitnie mu ona na poddaszu pięknie… – żarcik! Bo hoduje ją w piwnicy! – znów żarcik. W garażu! ;)

O czym to ja…? Aa… za swoim pięknym, rozłożystym domem Rafał ma piękny, wielki TreeHouse dla trójki swoich dzieci, który to domeczek rozłożony na trzech wielkich drzewach ma większą powierzchnię, niż wiele polskich kawalerek. Za domem ma także wybrukowane palenisko, przy którym odbywa się większość rodzinnych spotkań przy ognisku. Z boku działki ma zamykany grill (czyli tutejsze BBQ) przerobiony z gazowego na opalany drewnem. Ma też w tym samym miejscu małą wędzarnię, by przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem uwędzić kilkadziesiąt funtów świniaka w postaci szyneczek, schabików i kiełbaski – pyyycha! Oczywiście o dwubramowym garażu wbudowanym w dom, a mieszczącym trzy wielkie samochody (obecnie dwa samochody i łódkę) nie muszę wspominać. No po prostu chata FULL Serwis. Pół „baniaka” Washingtonów trzeba przynieść, by Rafał w ogóle zaczął się zastanawiać, czy zechce oddać komuś swój house, czy trzeba donieść jeszcze ze dwa wiadra innych amerykańskich prezydentów.

Coś, co Amerykę odróżnia od Polski, to prócz braku kostki brukowej przed domem, to także brak płotów pomiędzy posiadłościami. Pisałem o tym już kilkaset notek temu, że Amerykanie się nie grodzą od swoich sąsiadów! W Polsce, każdy musi mieć płot (chociażby z siatki plecionej), bramę, furtki, jak w więzieniu. Ameryka jest krajem wolnym i tu płotów się raczej nie stawia. Co najwyżej, gdy ma się psa czy dzieciaki, grodzi się backyard, by pies nie poszedł gdzieś „w długą”, albo dzieciaki nie poszły za psem.
W żadnej rozsądnej dzielnicy bogatych miast nie ma płotów, tak jak w skandynawskich domach nie ma firanek w oknach (to ich odwieczna tradycja, bo w kraju, w którym mąż był najczęściej rybakiem wypływającym na kilka tygodni w morze, żona miała być transparentna, nie zasłaniać się firankami, by sąsiedzi i teściowa mogli podejrzeć, czy nie doprawia swojemu dalekobałtyckiemu mężowi rogów).

TAK, wiem, zaraz mi napiszecie, że pierdolę głupoty, bo przecież np. całe Hamtramck, MI jest ogrodzone od tyłu domu sąsiad od sąsiada, zasieki, pola minowe i wilcze doły. I że podobnie jest w tysiącach innych miast. I że na oglądanych przez Was filmach, gdy Gliniarz z Beverly Hills chce dopaść jakiegoś gangstera, to musi przeskoczyć przez wielki płot, albo pokonać solidną jak obietnice wyborcze polskich polityków, zwodzoną bramę (to nie bełkot, to zdanie złożone).

Powracając do płotowania się w USA. Mój best Boss Ever, jak na młodego Polaka przystało, postanowił się odgrodzić od swoich sąsiadów. Ale tylko od jednych, z jednej ze stron (tam, gdzie ma to ognisko, przy którym często mają miejsce ich rodzinne spotkania). Rok temu na spółkę z tymi sąsiadami, Rafał posadził 20 tui, by się nawzajem sąsiedzi nie podglądali. Teraz postanowił dostawić około 20metrów płotu. No i się zaczęło…

Tak naprawdę może by tego nie robił, może by tego płotu nie stawiał, ale jego sąsiadami są Rumuni. Rumuńskie małżeństwo około 50latków + trójka dzieciaków (około 18-letni syn, ok. 10-letnia córka (jak na Rumunkę, paskudna) i z 7-letni Rumunescu junior na dokładkę). Rodzina ta żyje z flippowania domów. Ot kupują jakiś zaniedbany dom lub totalną ruderę, remontują ją lub burzą i budują od nowa i sprzedają z ok. 100-200tys. $ zyskiem. Dlatego w domu jest u nich… dziwnie. Nie mają żadnego telewizora (podczas gdy średnia amerykańska to minimum z 1,5 telewizora na członka rodziny). A z domu liczącego 5 sypialni, zajmują tylko dwie – rodzice jedną, a dzieciaki po spartańsku urządzoną drugą (żona Rafała była kiedyś u nich w domu, więc zdała relację, a i z ogłoszeń wystawionych przez Rumunów na necie, widać, że ten dom jest jakby goły, gotowy do wyprowadzki w przeciągu kilku godzin, mimo, że oni tam normalnie mieszkają od 2-3lat).

Rafał przedłużył linię owych wspólnie z rumuńskim sąsiadem sadzonych i finansowanych tui drewnianym płotem i poznał moc europejskich spięć granicznych. Wydelegowany przez rumuńską żonę jej miękki jak parówka z MOMu (mięsa oddzielonego mechanicznie) mąż, przyszedł i oznajmił Rafałowi, że ów płot stoi na ich, rumuńskiej działce. Ów płot wtargnął na ich własność ziemską o całą stopę (30cm)! Że tak być nie może, itd.
Działka Rafała jest pięknie obsiana trawą, co tydzień koszona, działka Rumunów wygląda jak Bukareszt po rewolucji obalającej krwawe rządy Nicolae Ceausescu w 1989 roku. Syf, kiła, rzeżączka i mogiła, i psy szczekające dupami na dokładkę! Rumunia to kraj, gdzie psy w liczbie przekraczającej ludzką populację, szczekają dupami. Jest ich tam setki tysięcy (w samym Bukareszcie 65tys. bezdomnych psów terroryzuje ich stolicę, co kilka dni zagryzając jakieś dziecko lub nieświadomego zagrożenia turystę – byłem i widziałem na własne oczy). I taki też sam syf, jaki panuje w Bukareszcie ma na linii granicznej ów Rumun. Z przodu, przed wystawionym na sprzedaż domem mają ładnie, schludnie, ale za domem, chaszcze, chwasty, pozwalane drzewa, i szarogęszące się na tej zaniedbanej działce racoony (czyli szopy).

Oglądaliście Pawlaków? Tam, za dwa palce miedzy, ojciec Pawlaka, przez negocjacje z Kargulem za pomocą siekiery czy kosy, musiał uciekać do Ameryki. Podobnie spór graniczny eskalował pomiędzy Rafałem a Rumunescu. Rafał naprawdę nieświadomie wszedł na działkę Rumuna. Skoro linia wspólnie sadzonych tiu miała być linią graniczną, to przedłużenie jej wydawało się rozsądnym położeniem granicy, prawda? Rumun już na wstępie sporu orzekł, że im, a szczególnie jego żonie ten płot się nie podoba, więc niezależnie, gdzie by ów płot był, na czyjej działce, to ma go w ogóle nie być i tyle…

To już kolejny zestaw z poznanych przeze mnie amerykańskich małżeństw, w których żona jest „biczi” (sukowata), a mąż ma tylko pójść i załatwić jej sucze nastroje. Fajnie Wam, babeczki. Możecie wszystko zgonić na hormony i pogonić tego Waszego miękkiego parówka, by załatwił za Was przykre sprawy. Ale z Rafałkiem nie poszło Rumunescu tak łatwo. Nie po to pracuje z Danielkiem, który jest wyszczekany bardziej, niż jakakolwiek rumuńska suka, by dać sobie krzywdę zrobić. Rozmowa zakończyła się spokojnym i pełnym pokory stwierdzeniem Rafała (35latka) wobec Rumuna (50latka), że mieszkają w miłym, czystym, zadbanym, AMERYKAŃSKIM mieście. Że tu się dba o swoje domy, o swoje front- i backyardy, o swoje trawniki, o swoje obejścia. Że to nie jest Rumunia, gdzie jest tylko syf, kiła i… i co jeszcze Danielku…?

– I MOGIŁA! I gdzie psy dupami szczekają! – podpowiedział Danielek Rafałkowi i Rumunów w połączonej sile ojciec + rumuński syn o religijnie brzmiącym imieniu, Nathaniel zatkało na dobre. Poszli ze spuszczonymi głowami do suczej jamy, z której to suka jeszcze tego samego dnia nasłała na Rafała policję. Policja przyjechała, zapytała o co kaman, i tak „na boku”, „nieoficjalnie” powiedział miły police officer, że Rafał wydaje się „najs gajem”, i że cała ta sprawa to tylko marnowanie pieniędzy podatników. Ale skoro dostali wezwanie, to muszą przyjechać. Jednak takie sprawy należy wyjaśniać między sobą, bo oni mają ważniejsze sprawy na głowie, niż tysiące sporów sąsiedzkich.

Jako, że stalowy słupek wyznaczający przebieg granic działek został przekrzywiony przez korzenie rosnącego tuż obok drzewa, Rafał chciał zamówić geodetę ponownie wyznaczającego działki. Niestety najbliższy termin każdy z geodetów miał dopiero za 3 miesiące. Ot taka ich pewnie polityka, że wiedząc, że skoro Ci zależy na inwestycji, na możliwości rozpoczęcia kopania fundamentów czy czego to tam, to zapłacisz za usługę CITO. Ale Rafałowi na cito nie zależało, więc… owego geodetę „na już” zamówiła Rumunka i tenże wyznaczył nową linię podziału działek. Rzeczywiście, płot wtargnął na działkę Rumunów tak po skosie, zaczynając od ZERA, na początku przy tych nieszczęsnych tujach, kończąc na 30cm wgargnięcia na końcu płotu.
Następnego dnia Rafał pojechał do Urzędu Miasta, na policję i nawet do jednostki Straży Pożarnej. W City Hall pytał, co i jak może na swojej działce mieć. Jakie są wymagania co do płotów, ich usytuowania, kolorów, wzorów, itd. Czy są jakieś wytyczne co drzewnych domków dla dzieci i do innych rzeczy, których może się przypierdolić sukowata Rumunka (płot, domek na drzewie dla dzieci, palenisko, wędzarnia, itd.). Na straży pożarnej ponowił pytania odnośnie pożarowych zakazów dotyczących palenisk, a także tego, czy musi zgłaszać chęć zapalenia ogniska? Dostał odpowiedź, że jeśli ognisko jest zbudowane zgodnie z wymogami, gdy ma specjalny ring wyglądający jak wielki, chiński wok, i gdy są urządzenia pożarnicze przy ognisku, to można jarać bez powiadamiania Rochester Hills Fire Department. Na posterunku policji zgłosił groźby sąsiadki, odnośnie odstrzelenia psa. Policjant odpowiedział, że póki pies nie atakuje, to sąsiadka nie ma prawa do niego strzelać. Gdy zaatakuje, to i owszem – uspokoił Rafała oficer z Rochester Hills Police Department.
Ja nie czułbym się taki uspokojony, gdyż w razie rozstrzelania rafałowej suni, nikt nie udowodni rumuńskiej zbrodniarce, że pies jej nie atakował.
Najbardziej ucieszyła Rafała informacja dotycząca tego, czy są jakieś wymagania odnośnie położenia płotu, jego koloru, itd…

NIE MA!

No to skoro nie ma, to poszliśmy „po bandzie”. Rafałek zainwestował kolejne setki USD w przestawienie płotu o te sporne 30cm. W ponowne wypożyczenie maszyny wywiercającej dziury pod słupy do płotu (150$), w dwa lewary wyciągające zacementowane słupy starego płotu (130$), w nowy cement (ok. 60$), w dwa nowe słupy (ok. 20$), i przestawiliśmy ów płot o tę sporną stopę. Suka tym razem przyszła szczekać sama, skoro wysłany przez nią mąż wrócił z podkulonym ogonem. Suka stała i szczekała przez godzinę. Po angielsku oczywiście, bo ona w Stanach żyje od 40lat. Szczekała, że mimo, że płot jest już u Rafała, to i tak na jej ziemi (na tym zachwaszczonym pierdolniku na krańcu działki, na który oni nigdy nie zaglądają – przyp. autora) pozostały ślady po starych dziurach po słupach. Że gdy rafałowy pies znów wbiegnie na rumuńską działkę, to ona go zastrzeli, itd. Rafałowi od tego szczekania już pękała głowa, więc poszedł do domu zostawiając mnie na placu boju. Do Danielka się nie szczeka, bo każdy jakoś tak podświadomie wie, że to niebezpieczne. Suka zaczęła coś delikatnie skomleć w moim kierunku, więc zbyłem ją niezawodnym takich przypadkach:

– Aj don’t spik romanian lengłydż, gipsy woman… – odpowiedziałem z kazachstańskim akcentem na jej angielskie szczekanie i sukę skutecznie zatkało.

Gdy płot stał już w całości na rafałowej działce, oddalony zaledwie o cal od linii granicznej, pozostała ostatnia kwestia… Na jaki kolor pomalować ów płot od strony sąsiadów. Skoro nie ma miejskich wytycznych co do kolorowania płotów, Rafał wpadł na pomysł – różowy albo fluorescencyjny. Od naszej, rafałowej strony jest on oczywiście ciemnozielony, wtapiający się w otoczenie. Od strony Rumunesców płot …

– Pierdonijmy na tęczowo! – podpowiedział rozkochany w barwach LGBT Danielek. Taki płot będzie nie do ruszenia! Właśnie się zaczął miesiąc Gay Pride (miesiąc dumy z bycia gejami i lesbijkami!). W razie jak suka dotknie tak wymalowanego płotu lub chociaż szczeknie w jego kierunku, wzywamy wszystkie lewackie media, które od lat tak reklamują telewidzom kolory tęczy i bycie homo.

Jak Danielek wymyślił, tak też się stało. Mamy piękny, tęczowy płot, a do moich codziennych obowiązków zawodowych dołączyło przebieranie się za Biedronia. Rafał ma żonę i trójkę dzieci, więc nie wypada mu udawać geja czy robić spóźnionego coming-out. Danielek wszystko udaje doskonale, więc co rano ganiam wokół płotu jak Jacyków po Złotych Tarasach za nową kiecką.

Powyższa sprawa mogłaby dotyczyć dowolnej narodowości. W przeświadczeniu o uprzejmości Amerykanów należy pamiętać, że prawdziwymi Amerykanami są jedynie Indianie (głupi Kolumb ich przez pomyłkę tak nazwał, myśląc, że jest w Indiach). GPSa nie umiał obsługiwać, czy co?!
Myślę, że Indianie są naprawdę uprzejmi, tak pierwotnie i szczerze. Reszta jest … tylko ludźmi. Pamiętam syna mojej żydowskiej babci, który musiał sprzedać dom warty ponad 2mln USD, bo nie mógł znieść swojego sąsiada. Sąsiad nie wiem, jakiej był narodowości, ale w dzielnicy chat za 2mln USD, raczej nie był to ktoś przypadkowy, ktoś biedny, jakiś młody polski best Boss czy rumuński starszy flipper domów. Możliwe, że Arab, bo jedynie ich i Żydów stać na tego typu domy. A zatem syn „mojej” babci miał dwa psy szczekające podczas porannych zabaw ze sobą, drugi z sąsiadów nie życzył sobie ich szczekania. Mosze H. nie mógł zakazać swoim psom szczekania, więc sąsiad specjalnie, co sobotę i każdy inny dzień wolny, o godzinie 6:01 siadał na swoją kosiarkę i kosił trawę w najbardziej hałaśliwy sposób (a po linii granicznej między domami przejeżdżając po kilkadziesiąt razy). Mosze H. dał za wygraną i przeprowadził się ze swoimi psami wkurwiać jakiegoś mniej nerwowego sąsiada.

A my czekamy na dalszy rozwój wydarzeń międzysąsiedzkich. Rafał ostatnio, gdy wiatry odpowiednio wiały na rumuńską stronę, postanowił zapalić ognisko sprawdzając, czy Rumunka naśle na niego Straż Pożarną. Oczywiście jest kupę zakazów dotyczących palenia ognisk przy domu. Rafał ma owe ognisko wybrukowane 2 metry dokookoła paleniska, a dodatkowo ma liczący ok. 40cm murek wokół. Ale to nic, bo trzeba w środku tegoż murku mieć atestowany ring. Ring wygląda jak chiński wok, a woka ogień lubi uciekać bardziej, niż pokonywać 40 cm murek. No ale przepis to przepis. Trzeba mieć także urządzenia przeciwpożarowe w postaci… wiadra piasku z łopatką lub wiadra wody i już można spokojnie jarać i jarać i jarać.

Myślicie, że jak zakończy się ten spór. Rafał był tak

  https://youtu.be/pAbgc41pksE



FILM

 

1. Zwykła rumuńska ulica i jej panowie. Pies to zwierzę nieczyste, tak? Może by tak jeszcze wypuścić tysiące świń i… Rumunia będzie bezpieczna w pewnym względzie… ;) Zdjęcie zapożyczone z http://porumunsku.blogspot.com/
2. Zdjęcie płotu dorzucę, gdy je zrobię, albo gdy je odnajdę wśród 520 tys. zdjęć, które mam na dysku. Już od czterech lat się w nich gubię :(

3. I jak go nie lubić, prawda? Ciekawe, komu pan Afroamerykanin podpierd… od kogo pożyczył za dużą kaszkietówkę? Pawlak z „Niemamocnych” miał na czym czapkę nosić, a Pan Murzyn niestety nie…

PS Dziś (niedziela 9 lipca 2017) po raz chyba dopiero szósty czy siódmy moje lokalne, michigańskie media TV powiedziały coś o Polsce.
Przypomnę, że z tego co pamiętam, w zadupowej, lokalnej telewizji detroitskiej mówiono o Polsce, gdy…

1. Ktoś podpierdolił napis z oświęcimskiej bramy, że Praca Czyni Wolnym.
2. Kaczyński zakazał parady gejów w Warszawie.
3. Pewnie o naszym 9/11 czyli 4/10 mówili, ale gdy Tupolew lądował w Smoleńsku, byłem w Polsce i nie oglądałem tutejszych mediów.
4.
5.
6-7 – nie pamiętam;)

Ktoś zgadnie, o czym powiedzieli dziś?