Na początku zadam językowe pytanie – czy odpowiada Wam powyższa odmiana słowa „jeździć”? Mi nie pasuje ona absolutnie, ale niestety po piętnastu latach od wydania mojej pierwszej książki, w której poprawione przez korektorkę słowo „jeźdź” jest jednym z pierwszych z treści owej książki, przypomniałem sobie, że właśnie tak to się pisze po polsku. (To w ramach wyjaśnienia, gdyby ktoś chciał mi zarzucić błąd w tytule notki;)

Oglądając na Youtube film jednego z zachodnich podróżników, który odwiedza po kolei wszystkie kraje świata i opowiada o 10 rzeczach, które go zaskoczyły w danym państwie, w Polsce było to m.in. :

- „polish face” – to nasze nieuśmiechanie się. Nie smutni, nie weseli, ot taki Polish Face:),
– jak bardzo Polska, a szczególnie Warszawa została zniszczona podczas II wojny i jak ją wspaniale odbudowaliśmy,
– Polacy kochają ziemniaki i kapustę,
– jak tanio jest w Polsce dla turystów,
– język polski jest nie do nauczenia się! ;)

O czym to ja chciałem? Aa… o jeździe Danielka po USA.
Zawsze gdy tu przyjeżdżam, to się wyciszam jeżdżeniowo. W Polsce mam zaledwie 116KM auto, do najbliższej autostrady ponad 100km, paliwo drogie, Azorów i Burków pochowanych w swych „kijankach” i „sreberkach” pełno, mandaty relatywnie do zarobków drogie (szczególnie do zarobków polskiego bezrobotnego), a mimo to nie jeżdżę, a zapierdalam! Może nie tyle pirat ze mnie gnający po 200km/h na zabudowanym, ale po prostu uważam, że prędkość bezpieczna to taka 90-110km/h i utrzymuję ją raczej… ciągle, niezależnie od terenu zabudowanego czy nie ;) Jak ktoś ma mi wleźć pod samochód, to trafię go nawet jak będę się toczył te 50km/h, prawda?

Przyjeżdżam do USA i … i z roku na rok zauważam, że amerykańscy kierowcy dziczeją. 9lat temu, gdy przyjechałem tutaj pierwszy raz (zaznaczam, że to okolice Detroit, a nie np. Chicago, gdzie gdy byłem kilka lat temu, zauważyłem diametralną różnicę w sposobie poruszania się Illinoiczyków względem Michigańczyków). A może to okolice, po których się wówczas poruszałem – bogate miasta na zachód od Detroit, miasta koszernych emerytów, itd.?

Czasy się zmieniają i zdziczenie za kierownicą przychodzi już i tutaj. Jedną z oznak tego jest montowanie przez Amerykanów w swych samochodach wideorejestratorów. Przyszło to lata temu do Polski z dzikiej Rosji, na zachód Europy raczej nie poszło, bo w wielu krajach tzw. wolnej i demokratycznej Unii Europejskiej posiadanie takiego urządzenia jest karane mandatem do 25tys. Euro (m.in. w Austrii – za uprawianie monitoringu wizyjnego w miejscach publicznych). Ale w USA możesz za kierownicą raczej wszystko (nawet jechać z 0,79 promila alkoholu w układzie krwionośnym).

A zatem, w tych liberalnych komunikacyjnie Stanach, gdzie zazwyczaj są po 2-3 pasy w jedną stronę, tanie paliwo, mądrze ustalone ograniczenia i wszyscy raczej się ich trzymali… To było lata temu. Obecnie… wszyscy widząc, że można jechać szybciej, że mandat za niewiele wyższą prędkość to w zależności od naszej historii mandatowej, zaledwie ok. 100$ (kilka godzin pracy)… Ryzyko opłaca się, a dreszczyk emocji jest warty więcej, niż tzw. ticket. Specjalnie w tym celu zajrzałem w taryfikator i oto, co następuje:

1-5 mil ponad limit – 0punktów – $90.00 mandatu
6-10 mil ponad limit – 1punkt – $105.00 mandatu
11-15 mil ponad limit – 2punkty – $120.00 mandatu
16-25 mil ponad limit – 3punkty – $140.00 mandatu
26+ mil ponad limit – 3 punkty – $155.00 mandatu
+ $4.00 za każdą milę za dużo.

Hmm… dopiero jak ściągnąłem sobie tę powyższą tabelkę, to widzę, że zarabiam po kilka tysięcy dolarów dziennie (niezłapany na tych wszystkich przekroczeniach ;)

Jak wiecie, są ludzie stworzeni do jazdy samochodem, i tacy, którzy nie powinni jeździć nawet jako pasażerowie. Jakim jestem kierowcą? Of course, najlepszym na świecie, przecież to oczywiste! ;)

W Polsce, dbając o spalanie, ja po prostu… staram się nie hamować. Robię wszystko, by nie zużywać nadaremno ani jednego dżula energii dostarczanej przez kosztowne i dymiące paliwo diesla. A zatem ja zazwyczaj jadę.. nawet jak korek, to ja jadę. Nawet jak ograniczenie czy ostry zakręt, to ja nie zwalniam. Jeżdżę bez użycia środkowego pedału (w aucie z manualną skrzynią biegów), czy lewego pedału w aucie z automatyczną skrzynią biegów, czy bez użycia Biedronia, gdy jadę do ciotki do Słupska… Ktoś wyskoczy mi z bocznej uliczki – nie hamuję, wyprzedzam go nawet po lewej stronie wysepki albo pasem awaryjnym. Płynność jazdy przede wszystkim. I gdy ktoś burzy moją ekonomię lub spokój za kierownicą, to dostaję furii. W Polsce owej furii drogowej doznaję z trzech powodów.

1. Jak ktoś nie umie zająć właściwego pasa ruchu na rondzie i chce mnie taranować przejeżdżając całe rondo zewnętrznym pasem.
2. Jak ktoś swoim mikroskopijnym autem zajmuje dwa-trzy-cztery miejsca parkingowe.
3. Jak ktoś włącza się do ruchu z bocznej uliczki i rozpędza się ekonomicznie.

W USA furii dostaję tylko z jednego powodu – jak ktoś podczas jazdy siedzi na smartfonie. CAŁĄ DROGĘ! Ten temat doczeka się osobnej notki.

Wracam przedwczoraj z pracy. Zmęczony po 11h, czwartek, więc deficyt senny w tym tygodniu to już ok. 8godzin. No ale wracam do domku, więc nastrój pozytywny… Wracam szybką ulicą Mound, na której mogę gonić 50mil/h, ale jest tak dziurawa, jak mózg krowy z gąbczastym zapaleniem mózgu. Baa… dam sobie obciąć … paznokcie, albo kłaki spod pach, że na 15kilometrowym odcinku tej drogi jest więcej dziur, niż ludzi w Michigan! A zatem jadę i zaczynam się irytować, że z każdym wpadnięciem koła w dziurę, wymieniony dwa miesiące temu amortyzator, trzeba będzie znów wymieniać. 10 mila… 11… Jeszcze siedem mil w górę i będę w domu. Pędzę, zielona fala, więc z nudów się rozglądam po sąsiednich pasach. Głowa to w prawo to w lewo, by upewnić się, że ten patafian przede mną (zazwyczaj jest to patafianka) na pewno grzebie w smartfonie, zamiast zapierdalać te dozwolone 80km/h. No tak…
Pierwsza trafiona – macham wkurwiony głową, że świnia zamiast trzymać racice na kierownicy, to dłubie kopytami w telefonie. Drugi samochód jadący o 5-10mil/h wolniej niż dozwolone, ruszający 10sekund później, niż reszta startujących na zielonym, zostawiający 100 metrów wolnego przed sobą – kolejna idiotka za kierownicą – trąbię! Przy kolejnych, trąbiąc, pukam się telefonem w moją piękną główkę, prostuję środkowy palec i myślę – KURWA, nie wyrobię na naboje do Glocka, jak zacznę do nich wszystkich kiedyś strzelać!

Wpadam w moją przydomową 18-stą milę w której dziur mniej, a tu przede mną mamuśka w wielkim pickupie Ford F-150, która zamiast ruszać, gdy widzi zielone, wytresowana jak krowa – zielone jak trawa – JEDŹ, czerwone jak tarcza torreadora – STÓJ krowo i czekaj na byka… Ruszyła z opóźnieniem i zaczęła jechać 30mil/h na dozwolonych 45. Więc Danielek wykonał po raz piąty w swojej amerykańskiej karierze ten najbardziej niesamowity w USA manewr wyprzedzania. Dojeżdżam do kolejnego skrzyżowania już jako pierwszy na światłach, stoję na lewoskręcie i czekam na zielone, patrzę w prawo, na pas do prawoskrętu, a tu swoim pościgowym samochodem stoi policjant. Uchylił szybę i pokazuje mi palcem gest, bym stanął za skrzyżowaniem. To ja mu pokazuję, czy stanąć po lewej, gdzie zamierzam skręcać, czy pojechać za nim na prawo, by mu było łatwiej mnie dopaść i zastrzelić?

Popatrzył na biednego Danielka z oczami wielkimi i błagalnymi, jak te oczyyyska kotka ze Shreka, któremu ktoś właśnie nadepnął na ogon lub jądro i… machnął ręką.
A może po prostu rozpoznał we mnie Araba i… wiedział, że wytłumaczę się zaraz jakimś Ramadanem, modłami, minaretem, halalem, krową, świnią, whateverem? Cokolwiek złagodziło jego psi stosunek do mnie, Akbar zapłać mu za to!

Nie wiem, co na owego sterlingowego policjanta zadziałało, ale udało mi się tym razem. Paragrafu by raczej na mnie nie znalazł. Ona jechała 30, ja mogłem jechać 45. Wyprzedziłem wprawdzie na drodze pełnej skrzyżowań ulicy głównej z uliczkami osiedlowymi, ale nie było napisane No Passing Zone.
Jednak wiem, że gdy już mnie kiedyś jakiś psina trafi, to będę musiał wziąć pożyczkę na hipotekę, by się wypłacić … ;(

Póki co, zero punktów karnych, trzy otrzymane za niezatrzymanie się na STOPie skasowały się 6lat temu, 135$ szkoda do dziś;)



1. Proszę mi nie mówić, pisać, ględzić, że jestem hipokrytą i sam używam komórki za kierownicą. Mój mózg ma cztery półkule i każda odpowiada za inną funkcję życiową. Prawa ręka, gdy trzyma smartfon w trybie Recording, jest niezależna od reszty mojego układu, oczy patrzą przed siebie, na drogę, ręka wie, gdzie się poruszać i jak kadrować (NAPRAWDĘ!).